Jarosław Kaczyński: nie ma przyszłości bez godności, sprawiedliwości i prawdy

Jarosław Kaczyński: nie ma

Dodano: 10.11.2014 [21:14]
Jarosław Kaczyński: nie ma przyszłości bez godności, sprawiedliwości i prawdy - niezalezna.pl

foto: Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

„Idziemy we właściwym kierunku – nie ma przyszłości bez godności, sprawiedliwości i prawdy” – mówił przed Pałacem Prezydenckim prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jego przemówienie było elementem Marszu Pamięci odbywającego się w kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej.

Marsz Pamięci wyruszył spod archikatedry św. Jana w Warszawie, gdzie odbyło się uroczyste nabożeństwo. Jego uczestnicy (bliscy ofiar Smoleńska, politycy PiS m.in. Jacek Sasin, Joachim Brudziński, Anna Fotyga, Marek Kuchciński), a także kilka tysięcy innych osób, przeszli Krakowskim Przedmieściem przed Pałac Prezydencki. Tam głos zabrał Jarosław Kaczyński.

Dzisiaj kolejna miesięcznica katastrofy smoleńskiej. Nasza obecność tutaj ma ogromny sens. Idziemy w tym kierunku do momentu, w którym zostanie ocalona godność Rzeczpospolitej, dopóki nie wyjdzie na jaw prawda o katastrofie smoleńskiej i dopóki nie zostaną uczczeni polegli w niej, dopóki nie zostanie uczczony śp. prezydent Lech Kaczyński mówił prezes PiS.

Ciągle jest to zadanie, te marsze mają sens, idziemy w stronę wartości, które budują godną przyszłość Polski. Będziemy przychodzić tutaj do momentu, w którym będziemy mogli powiedzieć, że misja nasza została ukończona – dodał Jarosław Kaczyński.

Następnie Marsz Pamięci przeszedł przed pomnik Józefa Piłsudskiego. – Jutro Święto Niepodległości. Stoję przez pomnikiem Józefa Piłsudskiego, twórcy polskiej niepodległości. To jego odwaga i patriotyzm doprowadziły do tego, że powstało państwo polskie. Dzięki niemu przeprowadziliśmy wybory parlamentarne, mogliśmy bronić polskich granic – powiedział tam Jarosław Kaczyński.

Niepodległość pozostaje zadaniem, musi być silna wewnętrznie, społecznie, militarnie. Decyzje dotyczące Polski muszą zapadać u nas. To jest przesłanie niepodległości – mówi o obowiązku służenia ojczyźnie, budowy silnej duchowo i materialnie Polski – kontynuował lider opozycji.

Jestem przekonany, że zwycięży to wszystko, co służy polskiej suwerenności, że znajdziemy w świecie silne miejsce. Będziemy walczyć o wolność i niepodległość – to dla nich poświęcił życie największy Polak obok Jana Pawła II – zapowiedział Jarosław Kaczyński.

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | 1 komentarz

2 listopada – Dzień Zaduszny

2 listopada - Dzień Zaduszny Fot. Paweł Kęska – fotoKAI

Kościół katolicki wspomina dziś wszystkich wiernych zmarłych. Dzień Zaduszny to czas szczególnej modlitwy do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy po śmierci potrzebują oczyszczenia w miłości, czyli czyśćca, który jest „przedsionkiem nieba”.

Dogmat o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił na Soborze w Lyonie w 1274 r., a potwierdził i wyjaśnił na Soborze Trydenckim (1545-1563) w osobnym dekrecie. Opiera się na przesłankach zawartych w Piśmie św. oraz na sięgającej II wieku tradycji kościelnej. Duży wkład w rozwój nauki o czyśćcu wniósł św. Augustyn. Dogmat podkreśla dwie prawdy: istnienie czyśćca jako pośmiertnej kary za grzechy oraz możliwość i potrzebę modlitwy i ofiary w intencji dusz czyśćcowych.

Ci zmarli, którzy po śmierci doświadczają czyśćca, są już bezpieczni, bo znaleźli się w Bożych rękach. Mogą być pewni zbawienia, na którego pełnię muszą się jeszcze przygotować. Czyściec jest „przedsionkiem nieba”. Jest wyrazem Bożego miłosierdzia, które oczyszcza tych, którzy za życia na ziemi nie wydoskonalili się w pełni w miłości do Boga, bliźniego i samego siebie. Stanu czyśćca nie należy pojmować jedynie jako kary, lecz jako przygotowanie do pełnego zjednoczenia z Bogiem w niebie. Aby zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią, oczyszczenie winno być całkowite.

Przez czyściec przechodzą dusze, które zeszły z tego świata w grzechach powszednich i nie odbyły jeszcze na ziemi całej doczesnej kary za grzechy. Istotą kary doświadczanej po śmierci wydaje się tymczasowa rozłąka z Bogiem i oczekiwanie na spotkanie z Nim. Dusza ludzka, poznając po śmierci Boga jako pełnię miłości, pragnie zjednoczenia z Nim, a równocześnie rozpoznaje, że jeszcze nie jest tego godna, i szuka możliwości oczyszczenia. Bóg w swoim miłosierdziu odpowiada na to pragnienie poprzez działanie, które nazywamy czyśćcem.

W związku z okresem modlitw za zmarłych można uzyskać dla nich odpusty. Należy nawiedzić pobożnie cmentarz w dniach 1-8 listopada i modlić się za dusze zmarłych, przy zachowaniu stałych warunków odpustu: stanu łaski uświęcającej, przyjętej w tym samym dniu Komunii św., wolności od przywiązania do grzechu (nawet lekkiego) i modlitwy w intencjach Ojca Świętego (np. „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”). W samym dniu 2 listopada – przy zachowaniu tych samych warunków – również można uzyskać odpust za zmarłych związany z nawiedzeniem kościoła lub publicznej kaplicy i odmówieniem w nich modlitwy „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”.

Pamięć o zmarłych była czczona już w czasach pogańskich. W Rzymie obchodzono pogańskie rytuały w lutym każdego roku. Chrześcijanie przejęli tę cześć obrzędów, która nie była sprzeczna z wiarą. Wspominano najbliższą rodzinę. Powszechne wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych spotykamy dopiero w VII wieku. Narodziny Dnia Zadusznego przypadają na 998 r., kiedy to w klasztorach podległych opactwu Cluny zaczęto obchodzić 2 listopada wspomnienie zmarłych. Poprzez kluniackie klasztory zwyczaj rozpowszechnił się na północ od Alp. Dotarł także do Rzymu, ale dopiero około XII wieku. Z kolei w XV wieku wśród hiszpańskich dominikanów rozpowszechnił się zwyczaj odprawiania w tym dniu trzech Mszy św. przez każdego z kapłanów. Stopniowo papieże rozciągnęli ten przywilej wielokrotnego odprawiania Mszy św. na cały Kościół.

W obliczu Bożego Miłosierdzia, któremu zawierzamy zmarłych, istotne wydaje się nie tyle nastawienie ilościowe na wielokrotne sprawowanie tego dnia Eucharystii, ale głęboka wiara wypływająca z przeżywania paschalnej tajemnicy Chrystusa. Zreformowana liturgia mszalna odeszła od średniowiecznych form „przepełnionych lękiem – jak pisze teolog liturgii Michael Kunzler – i beznadziejną ciemnością liturgii zmarłych, nastawionej treściowo głównie na straszliwy sąd i grzeszność człowieka”.

Obecnie 2 listopada Kościół w modlitwie z ufnością zwraca się do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią.

Opublikowano Dział intencji i liturgii, wprowadziła Mirka Zielińska | 2 Komentarze

1 Listopada -Uroczystość Wszystkich Świętych

 

zdjecie()

Świętość dla wszystkich

Ks. dr Dominik Ostrowski

Rok kościelny zatoczył koło i wraz z uroczystością Wszystkich Świętych oraz wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych powraca także gdzieniegdzie upiorna zabawa w Halloween, a więc ośmieszanie śmierci i rzeczy ostatecznych. Spróbujmy po raz kolejny nie poddać się ideologicznej karuzeli komercji, a podejmijmy refleksję nieco bardziej przystającą do treści tych dwóch dni świątecznych.

Na początku przywołam dwa popularne zdania, które w obecnej epoce wiele mówią o człowieku jako istocie nader przewrotnej: „Na coś trzeba umrzeć” oraz „Nie jestem święty”. Pierwsze zdanie słyszymy zazwyczaj, gdy mowa o jakimś zgubnym nałogu, niebezpiecznym nawyku czy ryzykownym zachowaniu, drugie zaś słychać często zaraz potem, bo trzeba przecież wytłumaczyć sobie samemu, dlaczego właściwie postępuję tak głupio czy autodestrukcyjnie. Oba zdania, gdy przyjdzie zderzyć się z rzeczywistością, brzmią fałszywie. Dlaczego?

Śmierć naprawdę nadejdzie

Czarny humor zdania „Na coś trzeba umrzeć” przestaje być humorem, kiedy śmiertelnie chory człowiek przeżywa drogę ku śmierci. Wtedy przychodzi refleksja, że śmierć nie jest wcale wesoła, a jest bardzo poważnym wydarzeniem. Nawet jednak wtedy wielu chrześcijan nie potrafi poradzić sobie z tym problemem i odsuwa myśl o śmierci zarówno od siebie, jak też nie pomaga umierającym. C.S. Lewis, autor „Opowieści z Narnii”, w swojej wspaniałej książce pt. „Listy starego diabła do młodego” ukazuje, że diabły są całkiem zadowolone z tego, że ludzie odzwyczajają się od śmierci, i jeśli nawet się z niej nie śmieją, to spychają ją na margines życia i odsuwają od siebie. „O ileż lepiej byłoby dla nas – pisze stary diabeł do młodego – gdyby wszyscy ludzie umierali w kosztownych zakładach leczniczych wśród doktorów, którzy kłamią, pielęgniarek, które kłamią, przyjaciół, którzy kłamią – tak jak ich nauczyliśmy – obiecując umierającym życie, umacniając w nich mniemanie, że choroba usprawiedliwia wszelkie pobłażanie dla siebie, a nawet powstrzymując wszelką sugestię przywołania księdza, by choremu nie zdradzić, jaki jest prawdziwy stan jego zdrowia”. Diabeł dodaje: „Jak zgubną jest dla nas ustawiczna pamięć o śmierci”.

Tymczasem śmierć dobrze pojęta jest dla chrześcijan ostatnią okazją, aby nadrobić braki w drodze do świętości. Czym jest świętość i czy jest tylko dla wybranych?

Świętość celem istnienia

Wśród wielu poprawek, jakie polska komisja liturgiczna przygotowała w nowym tłumaczeniu Mszału Rzymskiego, znalazła się ważna korekta w prefacji o świętych dziewicach i zakonnikach. Dotychczasowy tekst „Ty powołujesz wybranych ludzi do pierwotnej świętości” jest faktycznie niezgodny z łacińskim oryginałem i zawęża świętość do wybranej grupy kanonizowanych świętych. Tymczasem łaciński Mszał mówi dosłownie: „Ty powołujesz ludzkość do pierwszej świętości”, a to już zupełnie inna rzeczywistość. Świętość nie została zaplanowana tylko dla nielicznych wybranych, ale dla wszystkich ludzi. Wspomniany C.S. Lewis w innej ze swoich wspaniałych książek pt. „Chrześcijaństwo po prostu” przedstawia świętość jako projekt Boga, który wymarzył sobie człowieka jako istotę szczęśliwą i podobną do samego siebie. Te dwie cechy: szczęście i podobieństwo do Boga, są więc programem Stwórcy dla Jego stworzenia. Można je streścić w słowie „świętość”. A więc człowiek m a b y ć ś w i ę t y, to jest jego w zasadzie jedyne zadanie. Bycie świętym nie jest przywilejem, opcją „de lux”, jest celem istnienia człowieka.

Jednakże świętość kojarzy się ludziom wciąż z duchowym luksusem, czyli jakąś przesadą. Lewis w swojej książce przedstawia to w wymownym przykładzie, porównując człowieka i jego duszę do budowania domu według wzoru, który nadał Architekt. Wiemy, że to Bóg nas zaprojektował, a więc najwyraźniej ma On prawo do tego, aby korygować efekt naszej duchowej budowy tak, jak uważa. Tymczasem nas przeraża fakt, że Bóg nie daje się zadowolić skromną chatką naszej „przyzwoitości” (w naszej fałszywej skromności wolimy przecież mówić: „Nie jestem przecież święty, wystarcza mi, że jestem w miarę przyzwoitym człowiekiem”). Okazuje się, że On planuje przerobić ten dom na jakiś pałac! Wyobrażaliśmy sobie, że może odmaluje wejście i ewentualnie wymieni jakieś okna, a On domaga się jakichś bocznych skrzydeł, usuwa całe fragmenty, a to, co uważaliśmy za główny gmach, przerabia na przybudówkę i wcale nie ma zamiaru poprzestać na małej chatce. Wcale też nie zamierza przestać dążyć do celu tylko dlatego, że przycinanie boli, że ten remont wydaje się zbyt kosztowny. To jest obraz tego, co dokonuje się w człowieku dążącym do świętości na ziemi, ale także tego, co dzieje się, gdy człowiek przechodzi przez taki generalny remont duchowy w ogniu czyśćcowym. To boli, ale nie da się przerobić chatki na pałac bezboleśnie. Jednak końcowy efekt przyprawia o utratę tchu. Bo Bóg nie tylko przerabia naszą chatkę na pałac, ale sam się do niego wprowadza.

Mówić: „Świętość nie dla mnie” w zasadzie oznacza zaprzeczenie istocie człowieka, tak jak na przykład mówienie: „Nie potrzebuję jeść i pić”. Człowiek został stworzony tak, a nie inaczej i nie może być sobą bez jedzenia i picia, nie może też być ostatecznie sobą bez

stania się świętym. Nie zmierzać do świętości oznacza więc nie spełnić swojego powołania”

Wstawiennictwa Wszystkich Świętych wyprasza się m. in. jedną z najstarszych litanijnych modlitw Kościoła – Litanią do Wszystkich Świętychhttps://www.youtube.com/watch?v=aBxZtCimdm0

Opublikowano Dział intencji i liturgii, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

PROTEST PRZED SIEDZIBĄ KRRiT w obronie TV TRWAM I RADIA MARYJA

27 października 2014 /poniedziałek/o godz.15
PROTEST PRZED SIEDZIBĄ KRRiT-wciąż upominamy się o sprawiedliwe traktowanie TELEWIZJI TRWAM…
dzisiaj, 23 października podało RADIO MARYJA…

wysłuchała Bożena Milska wierna Bogu, Matce Jezusa Chrystusa i Ich ziemskiemu Opiekunowi Świętemu Józefowi…

Opublikowano Ogłoszenia, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej: „Nasz nieustanny marsz ma sens”- za Niezależną

Dodano: 10.10.2014 [21:22]
Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej: „Nasz nieustanny marsz ma sens” – niezalezna.pl
foto: Marcin Pegaz/Gazeta Polska
„Uczyniliśmy wielki krok. Jeszcze nie tak dawno w tzw. sferze oficjalnej, w tzw głównym nurcie nikt nie odważył się nawet wspomnieć o pomniku ofiar, a tym bardziej o pomniku Lecha Kaczyńskiego. Teraz już o tym się mówi” – mówił na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej prezes PiS Jarosław Kaczyński. Uroczystości ku czci ofiar Smoleńska zorganizował warszawski klub „Gazety Polskiej”.

Tysiące ludzi zebrały się na warszawskim Marszu Pamięci, który odbywa się 10. dnia każdego miesiąca. Przed Pałacem Prezydenckim do zgromadzonych przemówił Jarosław Kaczyński, który wcześniej uczestniczył w mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej.

Szanowni Państwo, dziś w katedrze ksiądz infułat mówił o wierze, o sile wiary. Najważniejszej, fundamentalnej wierze w Boga, wierze w zbawienie i zbawczą misję Chrystusa. Sądzę, że przez te 4,5 roku, przez które tutaj uczestniczymy i idziemy w tym marszu, ta wiara była najmocniejszą podstawą naszego zaangażowania. Wierzymy – z tego wynika nasza postawa. Nasz stosunek do życia i do innych. Stosunek do naszej ojczyzny. Ta wiara kazała nam trwać, kazała nam wierzyć w to, że przyjdzie dzień zwycięstwa – mówił Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS poruszył temat pomnika smoleńskiego: Prawie co miesiąc, a może co miesiąc powtarzałem tutaj, że każde 30 czy 31 dni przynosi nam nowe informacje i zbliża nas do tego momentu, w którym będziemy znali prawdę, zbliża nas do tego momentu, w którym prawda zwycięży w życiu publicznym. To zwycięstwo przyniesie również uczczenie pamięci ofiar katastrofy, uczczenie śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Przyniesie przywrócenie moralnego porządku w naszej ojczyźnie. Dzisiaj minął kolejny miesiąc i mogę powiedzieć, że uczyniliśmy w tym kierunku wielki krok. Jeszcze nie tak dawno w tzw. sferze oficjalnej, w tzw głównym nurcie nikt nie odważył się nawet wspomnieć o pomniku ofiar, a tym bardziej o pomniku Lecha Kaczyńskiego. Teraz już o tym się mówi. Chcę mocno powiedzieć i podkreślić, że jako chrześcijanie przyjmujemy prawo każdego do zmian postawy. Prawo każdego do tego, by zszedł ze złej drogi i wszedł na dobrą. I choć nie zawsze jesteśmy pewni motywów tych zmian, które można zaobserwować, to jednak przyjmujemy je z radością. Przyjmujemy je z wiarą.

Kaczyński kontynuował: Ale mamy inne wydarzenie. Mamy uzasadnienie do do decyzji prokuratury o przedłużeniu śledztwa. To uzasadnienie jest niczym innym jak potwierdzeniem naszych wątpliwości. Tych zastrzeżeń, które zgłaszaliśmy. To też dobry znak, choć nie wiemy jeszcze, co z tego będzie wynikało. Ale nasza wiara i przeświadczenie, iż ten marsz, nieustanny marsz, ma sens, jest jeszcze mocniejsza. Mocniejsza niż miesiąc temu. Jestem przekonany, że będzie coraz mocniejsza. Jestem przekonany, że nasze przeświadczenie, iż Polska musi być narodem godnym, iż polskie państwo musi tę godność wyrażać i tę godność stawiać w centrum swego działania, tej godności bronić, zostanie pewnego dnia zrealizowane. Że to oczekiwanie stanie się faktem. Że Polska się zmieni. Że będziemy mieli Rzeczpospolitą, z której będziemy mogli być dumni. Że nie znajdzie się nikt, kto będzie śpiewał „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Że wszyscy będą śpiewali „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Jestem przekonany, że ten moment nadchodzi, może nie jutro może, nie pojutrze, ale jest już blisko.

Przemawiała także Anita Czerwińska, organizatorka comiesięcznych uroczystości upamiętniających poległych w Smoleńsku:

W ciągu ostatnich kilku tygodni sprawa tragedii smoleńskiej dotarła do przedstawicieli wielu innych narodów. W USA i Kanadzie klubom „Gazety Polskiej” udało się zorganizować wspólne protesty diaspory polskiej i ukraińskiej, ale także litewskiej, łotewskiej i estońskiej, przeciwko agresji Moskwy na Ukrainie i rosyjskiemu terroryzmowi, którego ofiarą padł polski prezydent i prawie sto towarzyszących mu osób. Wspólnym elementem tych protestów było żądanie ukarania winnych smoleńskiego zamachu. Politycy i działacze społeczni wielu narodów, w tym ambasadorowie, konsulowie, a także przedstawiciele parlamentów różnych krajów mieli okazję wysłuchać wystąpień, które pokazywały, jak Moskwa używa terroryzmu do realizacji swoich celów politycznych. Powoli zmienia się świadomość elit innych narodów w tej sprawie. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie lata naszych spotkań każdego dziesiątego, gdyby nie ogromny wysiłek setek ludzi organizujących smoleńskie marsze. Dzięki nim miliony Polaków mogło przekonać się, że nie ma zgody na kłamstwo i tej sprawy nie da się zapomnieć. To nasz upór spowodował, że Polacy nie zapomnieli. Dzisiaj dzięki naszej walce mamy szansę docierać także do innych narodów.

Anita Czerwińska dodała:

Szanowni Państwo, już za miesiąc będziemy obchodzić Święto Niepodległości. Nie pozwólmy, by tuż przed wyborami prowokatorzy zniszczyli nam to święto i napisali scenariusz wygodny dla władzy. Dlatego 10 listopada spotykamy się po Marszu Pamięci w Warszawie przed pomnikiem Piłsudskiego, a 11 listopada w Krakowie – przy grobach Józefa Piłsudskiego oraz Lecha i Marii Kaczyńskich.

Opublikowano Relacje świadków, wprowadziła Mirka Zielińska | 1 komentarz

„Są blisko nas, widzimy ich, rozpoznajemy”. Wspomnieliśmy ofiary Smoleńska. Za Niezależną

Dodano: 10.10.2014 [19:57]
„Są blisko nas, widzimy ich, rozpoznajemy”. Wspomnieliśmy ofiary Smoleńska – niezalezna.pl
foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Setki osób zgromadziły się na mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej, odbywającej się w warszawskiej archikatedrze św. Jana. Wśród uczestników nabożeństwa były rodziny ofiar Smoleńska, artyści (m.in. aktorka Katarzyna Łaniewska) i dziennikarze „Gazety Polskiej”, m.in. Tomasz Sakiewicz.

Czy ci, których dziś wspominamy, kilka lat przed śmiercią wiedzieli, dokąd idą? Pan Jezus, w którym Bóg się objawił, pokazuje nam drogę. […] Co to znaczy być z Jezusem? Uwierzyć w niego – mówił w homilii ks. infułat Stanisław Kur.

W różnym stopniu znamy drogi życia zmarłych pod Smoleńskiem. Wiemy, że niektórzy z nich szli bardzo trudnymi drogami, ale szli oświeceni wiarą. I dzisiaj my przez wiarę łączymy się z nimi. Są blisko nas, widzimy ich, rozpoznajemy ich twarze, słyszymy ich słowa, modlimy się za nich, mówimy do nich, jednoczymy się z nimi, a oni też mówią do nas. Do nas zebranych tutaj, w tej czcigodnej archikatedrze warszawskiej. Co mówią? „Trwajcie w wierze” – zakończył swoje kazanie kapłan.

Po mszy św. zaplanowany jest – jak co miesiąc – Marsz Pamięci, który przejdzie przed Pałac Prezydencki.

Opublikowano Relacje świadków, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Refleksje przed 54 Miesięcznicą Smoleńską, jutro -10 października 2014 roku

Dziś, w przeddzień Tej miesięcznicy, można było usłyszeć w RADIO MARYJA, krótką informację na temat pomnika Smoleńskiego pod pałacem namiestnikowskim. Podano, że inicjatywa nie pochodzi od prezydenta RP. Wiadomości lakoniczne…
Jutro spotkamy się po raz pięćdziesiąty czwarty, aby uczcić pamięć 96 ŚP. OFIAR poległych pod Smoleńskiem: dwóch Prezydentów RP oraz 94 0sób towarzyszących Im w drodze do Katynia na Uroczystości Rocznicy Mordu Katyńskiego, Ofiar sowieckich z II wojny światowej!
Jutro spotkamy się jak co miesiąc o godzinie 19.00 na Mszy Świętej w Katedrze, Marszu Pamięci pod Krzyż na Krakowskim Przedmieściu, pod pałacem; w Miejscu Świętym, Omodlonym przez wielu Polaków i nie tylko, w oczekiwaniu na Pomnik Pamięci ku Czci Tych 96 Wspaniałych śp. Patriotów…

Przed tym jak piszą w ULOTCE http://www.lassmolenski.pl ( z żalem):

ZNAKI (ŚWIATŁA) PAMIĘCI – baloniki białe lub czerwone uwiązane białymi lub czerwonymi wstążkami, z przypiętymi doń „szachowniczkami”.
–Awersem każdej „szachowniczki” jest zmieniające się co miesiąc przypomnienie wybranego wydarzenia z historii Polski, Rewersem jest niezmiennie znak polskiego lotnictwa przepasany kirem. Na kirze widnieje imię i nazwisko jednej z 96 Ofiar Tragedii Smoleńskiej.
TAK BYŁO OD 10 PAŹDZIERNIKA 2010 DO 10 GRUDNIA 2013 ROKU……………..A JEST:

W okresie od 10 stycznia 2014 roku LAS SMOLEŃSKI z powodu braku środków finansowych zmienił formułę, odbywa się o stałej godzinie 17.30 bez ZNAKÓW (ŚWIATEŁ) PAMIĘCI. Odczytujemy APEL PAMIĘCI 96 OFIAR Katastrofy Smoleńskiej. Przypominamy o tej tragedii, krótką modlitwą oddajemy IM CZEŚĆ.
http://www.lassmolenski.pl
*Do zobaczenia…
*
** —————————————————————————————————**
Stowarzyszenie Solidarni2010 zaprasza na nowy cykl wykładów profesora Andrzeja Nowaka pod wspólnym tytułem – Lekcje historii.
Program wykładów w 2014 r.:

21. 10. 2014 – Lekcje appeasementu (czyli zaspakajanie Lenina w 1920 r. i Putina w 2014 r.)
18. 11. 2014 – Lekcje niepodległości
16.12. 2014 – Lekcje polskiej kultury
Wszystkie wykłady będą się odbywać w Domu Pielgrzyma „Amicus” przy parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu w trzeci wtorek każdego miesiąca
o godz. 16.30.

oraz,

Na ostatni z cyklu 5 wykładów – Marka Dyżewskiego
„Muzyka wpisana w los narodu – historie Polski i Polaków, jakich nie znacie” – Marek Dyżewski – z cyklu 5 wykładów, wykład ostatni;

08. 11. 2014 (sobota) godz. 16.00 – „Szkic do portretu Ignacego Paderewskiego” – wykład 5.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, ul. Foksal 3/5, sala na I piętrze.
Zapraszamy.
**—————————————————————————————————**
zebrała i spisała Bożena Milska „Króluj nam Chryste! Zawsze i wszędzie!

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Za Naszym Dziennikiem: Wołanie katyńskich mogił i smoleńskiej polany

zdjecie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Czwartek, 11 września 2014 (15:56)

Homilia ks. prof. Waldemara Chrostowskiego wygłoszona 10 września 2014 r. w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela podczas Mszy Świętej w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej

 

Moi Drodzy!

Wysłuchaliśmy słów Jezusa Chrystusa wypowiedzianych prawie dwa tysiące lat temu do uczniów, którzy Go otaczali. Wysłuchaliśmy czterech błogosławieństw skierowanych do ubogich, głodujących, płaczących oraz pogardzanych i prześladowanych z powodu Syna Człowieczego, lecz wysłuchaliśmy również czterech „biada” skierowanych pod adresem bogaczy, sytych, beztrosko śmiejących się oraz szukających wyłącznie pochwał i uznania. Te cztery błogosławieństwa i cztery „biada” pochodzą z Ewangelii według św. Łukasza (6,20-26).

W Ewangelii według św. Mateusza mamy inną odmianę słów Jezusa Chrystusa na ten sam temat. Jego Kazanie na Górze otwiera osiem błogosławieństw (Mt 5,3-12), przeznaczonych dla ubogich w duchu, tych smutnych, cichych, łaknących i pragnących sprawiedliwości, miłosiernych, czystego serca, wprowadzających pokój oraz cierpiących prześladowania dla sprawiedliwości. Nasuwa się pytanie: którą z tych dwóch odmian wypowiedział Jezus Chrystus do swoich uczniów – osiem błogosławieństw, jak podaje Ewangelia według św. Mateusza, czy cztery błogosławieństwa i cztery „biada”, jak podaje Ewangelia według św. Łukasza? Odpowiedź brzmi: jedną i drugą. Jezus nauczał przez trzy lata i przez trzy lata poszukiwał wciąż nowych uczniów, niestrudzenie powtarzając słowa swojej Ewangelii. Zapewne wiele razy przypominał również błogosławieństwa, zarówno osiem błogosławieństw, jak też cztery błogosławieństwa i cztery „biada”. To, czego i jak uczył, zależało bowiem w dużej mierze od okoliczności, sytuacji i słuchaczy, do których przemawiał, oraz od tego, co chciał w danych okolicznościach powiedzieć, przypomnieć, podkreślić i uwypuklić.

Katyń i Smoleńsk

Dzisiaj gromadzimy się kolejny raz, by upamiętnić dramat, który wydarzył się 10 kwietnia 2010 roku na przedmieściach Smoleńska. Nasuwa się podobne pytanie: jak mówić o tym, co się wtedy stało, skoro znowu spotykamy się w tej czcigodnej świątyni, w bliskości grobu wielkiego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, oraz przy udziale tysięcy osób, które za pośrednictwem Radia Maryja i Telewizji Trwam nas słuchają i oglądają, nie tylko w Europie, lecz i w różnych częściach świata? Jak raz jeszcze mamy wyrazić to, co nas łączy, wydobyć to, co w dzisiejszym przeżywaniu owego dramatu jest najważniejsze?

Chciałbym powiązać 10 kwietnia 2010 roku z innym dziesiątym dniem miesiąca, a mianowicie 10 lutego 1940 roku. W kontekście tej drugiej daty, również ta pierwsza, z 2010 roku, nabiera właściwego wymiaru i głębi. 10 lutego 1940 roku rozpoczęły się, zarządzone i realizowane przez NKWD, wywózki Polaków na Sybir, do Kazachstanu i w inne rejony Związku Sowieckiego. Tego dnia rozpoczęła się gehenna setek tysięcy, a może nawet ponad miliona naszych rodaków, wywożonych z Kresów w przepastne obszary mrozu i zimna, a nade wszystko bólu, samotności i rozpaczy. Symbolem tej gehenny, bolesnej martyrologii i związanych z nią cierpień jest Katyń. Tym lepiej zrozumiemy i będziemy przeżywać dramat smoleński z 2010 roku, im bliżej umieścimy go Katynia oraz im bardziej powiążemy go z gehenną i cierpieniami Polaków, którzy cierpieli i umierali za wierność Ojczyźnie i wierze katolickiej. Chciałbym dzisiejszą refleksję osnuć wokół trzech swoich pobytów w Katyniu, aby przez osobiste świadectwo ta refleksja jeszcze głębiej przemówiła do naszych sumień, pamięci, świadomości i wyobraźni.

Na polu śmierci

Pierwszy raz stanąłem na katyńskim cmentarzu 4 października 1989 roku. Był to jeszcze czas Związku Sowieckiego. Udaliśmy się tam z pierwszą pielgrzymką Rodzin Katyńskich. Nawet chyba wtedy oficjalnie się tak jeszcze nie nazywały. Byli to synowie i córki, wnuki, a także bracia i siostry oraz inni bliscy tych, którzy w 1940 roku zginęli w Katyniu. Podróż prowadziła przez Mińsk na Białorusi pod Smoleńsk. Odbywała się w rosyjskie jesienne ponure dni, naznaczone półmrokiem, mgłami, chłodem i deszczem. Podczas tej pielgrzymki towarzyszyła nam w autokarze cisza, przerywana modlitwą różańcową, wspomnieniami i od czasu do czasu cichym płaczem. Gdy dotarliśmy na miejsce, w Katyńskim Lesie panowała przytłaczająca cisza. Odnaleźliśmy ślady grobów oraz napis informujący po rosyjsku, że zbrodni dokonali hitlerowcy, a wtedy pozostał już tylko płacz, poczucie bezsilności i bezradności, a zarazem nadzieja, że może i powinno być inaczej.

Drugi raz stanąłem w Katyniu 11 sierpnia 2010 roku, również z pielgrzymką. Zastaliśmy zadbany cmentarz, odnowiony dzięki staraniom śp. Andrzeja Przewoźnika. Były już napisy po polsku, lecz uderzała ta sama porażająca cisza. Była wspólna Msza Święta przy głównym ołtarzu pośród mogił. Była także modlitwa, wspólna i osobista. Wiedzieliśmy jednak, że jest to pierwszy etap naszej obecności, bo drugi ma się odbyć w pobliskim Smoleńsku. Po dramacie 10 kwietnia okoliczności były już odmienne niż wcześniej.

Udaliśmy się więc na zachodnie przedmieścia Smoleńska. Niełatwo było odszukać miejsce katastrofy rządowego samolotu. Gdy autokar zatrzymał się na stacji benzynowej, betonową drogą szliśmy na miejsce dramatu. Niewielkie pole wtedy, cztery miesiące po katastrofie, było usłane setkami, jeśli nie tysiącami, drobnych szczątków samolotu, ale nie tylko szczątków… Widoczny był także niewielki fragment samolotu wbity w pień brzozy. Odmówiliśmy modlitwę różańcową, patrzyliśmy na miejsce śmierci naszych rodaków oniemiali i bezradni. Potem poszliśmy w stronę lotniska, widzieliśmy wieżę kontrolną, o której tak wiele się wówczas mówiło, a następnie był spacer w kierunku głównej drogi, prowadzącej ze Smoleńska do Witebska. Tam, w jej pobliżu, kilkaset metrów od miejsca katastrofy, leżał pod drzewem wieniec i znicze, bo wierzchołki drzew, które tam rosły, były ścięte przez upadający samolot. I znów modlitwa. Znów przejmująca cisza. I znów nadzieja, że nie zostanie to wszystko w takim stanie, w jakim je oglądamy.

Kaźń w lesie

Trzeci raz byłem w Katyniu i Smoleńsku z pielgrzymką nieco ponad miesiąc temu – 6 sierpnia 2014 roku. Najpierw w drodze z Witebska do Smoleńska, gdy przekroczyliśmy granicę białorusko-rosyjską, przeczytaliśmy opis katyńskiej kaźni. Posłuchajmy teraz tego opisu, którego autorem jest Allen Paul:

„Jeńcy wysiadali z pociągu w grupach trzydziestoosobowych, wprost do podstawionego przez NKWD pod drzwi autobusu więziennego, zwanego »czarnym krukiem«, do którego wchodziło się od tyłu. Autobus kursował tam i z powrotem pomiędzy stacją a lasem na południowy zachód od głównej drogi ze Smoleńska do Witebska, jechał niespełna 4 km prosto, po czym skręcał w lewo w krętą zarośniętą dróżkę prowadzącą na południe w stronę Dniepru. Cała ta leżąca w dolinie rzeki zadrzewiona okolica, od Smoleńska po osadę Katyń, ok. 5-6 kilometrów od stacji na zachód, nazywana była przez miejscowych Lasem Katyńskim. Przy końcu owej dróżki, w odległości ponad kilometra od głównej drogi, nad rzeką znajdowała się dacza, dom wypoczynkowy »Zameczek«, wybudowany przez NKWD w 1934 roku. Po prawej stronie, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy szosą a »Zameczkiem«, leżała niewielka polana; tam na nowe ofiary czekały duże odkryte doły. […] Na tej polanie na skraju wspólnych mogił, wykopanych głęboko w suchej, piaszczystej glebie, zadawano im seryjnie gwałtowną śmierć. Polscy oficerowie musieli uklęknąć nad krawędzią dołu i strzelano im w tył głowy z bliskiej odległości, prawdopodobnie z niemieckich pistoletów Walther kaliber 7,65 milimetra. Samopowtarzalne walthery uważano za najlepsze pistolety policyjne na świecie. Część ofiar mogła zostać wepchnięta do wykopanych jam lub nawet przed rozstrzelaniem zmuszona do położenia się na ciałach leżących już w grobie. Wielu młodszych oficerów stawiało opór i zostało kilkakrotnie przebitych bagnetami. Najbardziej makabryczną śmierć zgotowało NKWD tym, których najtrudniej było okiełznać. W ustach mieli trociny, zostali zakneblowani, na głowy zarzucono im płaszcze, ściągnięte sznurem na szyi. Ręce ciasno skrępowano im na plecach i podciągnięto ku barkom w ten sposób, że pętla na rękach łączyła się z pętlą na szyi. Niewątpliwie wykonawcy tej zbrodni traktowali ją z bezwzględną obojętnością i byli tak skuteczni, że »czornyj woron« mógł kursować ze stacji do lasu i z powrotem co 35-40 minut. Kiedy kierowca wracał na stację, pozostali na miejscu enkawudziści starannie układali zwłoki jak kłody drewna na ciałach leżących już w grobie. Całkiem możliwe, że członkowie zespołu egzekucyjnego sami zostali zlikwidowani w połowie maja, gdy wypełnili swoje zadanie” (Allen Paul, Katyń. Stalinowska masakra i tryumf prawdy, przeł. Z. Kunert, Warszawa 2006).

Zginęli, bo byli Polakami

Czytaliśmy ten opis w drodze do Katynia. A gdy tam dotarliśmy, szliśmy powoli do głównego ołtarza, wśród mogił, gdzie sprawowałem Mszę Świętą. A potem spacer wzdłuż długiego muru z tabliczkami, na których umieszczono nazwiska pomordowanych przez NKWD żołnierzy polskich. Czytaliśmy te tabliczki. Bliskie mi są zwłaszcza dwie. „Ppor. Tadeusz Chrostowski, ur. 21 XI 1899, Karolin, powiat baranowicki, ziemianin”. I druga: „Por. Tadeusz Chełchowski, ur. 25 III 1902, Rzekuń, powiat ostrołęcki, nauczyciel”. Mogę powiedzieć, że i ten drugi był w pewien sposób dla mnie drogowskazem do Katynia. Od dziecka, ponieważ wychowałem się w Chrostowie nieopodal Rzekunia, słyszałem o rzekuńskim nauczycielu, który zginął w Katyniu. We wspomnieniach o nim zwykle zapadała na kilka chwil cisza. Gdy więc można było go uczcić i upamiętnić tam, na miejscu, okazało się, że i moje życie zatoczyło pewien krąg.

W Katyniu zginęli ci, którzy za polskość zapłacili najwyższą cenę. Zapłacili cenę własnego życia za Cud nad Wisłą w 1920 roku i zdradziecki pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Ustalono wtedy, że Polska miała być wymazana z mapy. Nasi bohaterowie zginęli, bo byli Polakami, jako ofiary zaplanowanej na ogromną skalę eksterminacji Narodu Polskiego, podjętej przez międzynarodowych socjalistów, to jest komunistów, oraz przez narodowych socjalistów. Katyń to zbrodnia komunistyczna wpisująca się w długi łańcuch potwornych zbrodni bezbożnej ideologii, która pochłonęła życie dziesiątków milionów niewinnych ludzi.

Mgła kłamstw

Z Katynia udaliśmy się na przedmieścia Smoleńska. Przy szosie witebskiej znajduje się ta sama stacja benzynowa, ale obok niej jest znacznie ciaśniej niż cztery lata temu. Brakuje jakiejkolwiek informacji lub drogowskazu ku miejscu dramatu. Prowadzi tam ta sama droga wyłożona betonowymi płytami, zaś z daleka jest widoczny drewniany pomost pomalowany na szaro, przeznaczony do okolicznościowych oficjalnych wystąpień. Zachowały się dwa pnie brzozy, ale wiele drzew zostało usuniętych. Pole, na którym rozbił się samolot, jest porośnięte chwastami i metrowymi krzewami. Wszystko zostało ogrodzone prowizoryczną siatką i nie można już pójść w stronę lotniska, gdzie znajduje się wrak samolotu.

Obok płotu leży duży kamień, a na nim cienka szarfa biało-czerwona, zostawiona zapewne przez harcerzy, oraz wyraźne ślady tablicy, która nie mogła tam wisieć jeden dzień czy tydzień, ale znacznie dłużej, bo ślady po niej są dobrze widoczne i trwałe. W jej pobliżu było trochę wygasłych zniczy i kwiatów wypłowiałych w sierpniowym słońcu. Nie widać innych śladów dramatu sprzed czterech lat. Również przy drodze smoleńsko-witebskiej, gdzie kiedyś układano wieńce i znicze, obecnie nie można tego zrobić, bo nie ma tych drzew – zostały wycięte. Obok stacji benzynowej w ciągu niedługiego czasu powstały sklepy handlujące samochodami różnych marek.

Tak po czterech latach wygląda miejsce smoleńskiego dramatu. Nie ma pomnika ani nawet symbolicznego uczczenia jego ofiar. Nie ma go w Smoleńsku, bo podobno być go tam nie może, ale nie ma go również w Warszawie. Katyń i Smoleńsk – dramat z 10 kwietnia 2010 roku nabiera właściwego znaczenia i wymowy, gdy mocno powiążemy go z tym, co go poprzedziło w 1940 roku. Ci, którzy zginęli w samolocie, lecieli, aby uczcić bohaterów zamordowanych w Katyniu. Lecieli do Katynia w naszym imieniu. Gdy zginęli, została tam, na smoleńskiej polanie, teraz zarośniętej chwastami, cząstka każdej i każdego z nas. To dlatego ci, którzy zginęli, nie mogą popaść w niepamięć. Tak jak nie popadli w niepamięć bohaterowie, którzy zginęli w Katyniu. Przez długie lata wołały o sprawiedliwość katyńskie doły, a od czterech lat woła również o sprawiedliwość smoleńska polana. Niepamięć o tym cierpieniu upokarza i niszczy wszystkich Polaków. Nad smoleńskim dramatem unosi się, a nawet coraz bardziej gęstnieje, mgła kłamstw, niedomówień, przeinaczeń, półprawd, fałszerstw, lichej propagandy, bezkarności, arogancji i pychy. A może w tej gęstej mgle należy upatrywać odbicie obecnego stanu polskiego życia politycznego i społecznego?

Podejmijmy ich testament

Jesteśmy dzisiaj tu, w katedrze warszawskiej, oraz wszędzie tam, gdzie łączymy się z tą katedrą, i niestrudzenie będziemy stać na straży pamięci. Taki jest nasz obowiązek. Bo taki jest testament tych, którzy polegli w 1920 roku. Taki jest testament tych, najczęściej bezimiennych, którzy będąc Polakami, ginęli w latach 20. i 30. XX wieku represjonowani, mordowani, okrutnie zabijani i prześladowani przez komunistycznego oprawcę w sowieckich katowniach. Taki jest testament tych, którzy zginęli w Katyniu. Taki jest testament tych, którzy swoimi ciałami użyźnili Syberię, Kazachstan i dalekie połacie Związku Sowieckiego. Taki jest testament tych, których bestialsko i niemiłosiernie mordowali niemieccy, narodowosocjalistyczni oprawcy. I taki również jest duchowy testament tych, którzy przeszli na drugą stronę życia na przedmieściach Smoleńska.

Stoimy na straży pamięci z myślą o teraźniejszości i przyszłości. Wbrew wszystkim, którzy chcą nas upokorzyć i tę pamięć sponiewierać. Pamięć znajduje wyraz w cierpliwej wytrwałości, której pokarmem jest wierność. Wierność to jeden z najważniejszych przymiotów Boga. Dlatego w wierności stanowiącej pokarm dla ustrzeżenia pamięci o naszych bohaterach znajduje też wyraz nasze pragnienie naśladowania Boga.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Opublikowano Nasza Codzienna Prasówka, wprowadziła Mirka Zielińska | 2 Komentarze

Za Niezależną: Jarosław Kaczyński: „Należy nam się prawda o Smoleńsku. Nie dajmy się zastraszyć!”

Dodano: 10.09.2014 [21:58]
Jarosław Kaczyński: „Należy nam się prawda o Smoleńsku. Nie dajmy się zastraszyć!” - niezalezna.pl

foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Prezes PiS Jarosław Kaczyński – podczas obchodów 53. miesięcznicy – podkreślał jak ważne jest dążenie do prawdy o tragedii smoleńskiej, niezależnie od tego, jaka byłaby ta prawda. Wezwał zebranych na Krakowskim Przedmieściu, aby nie dali się zastraszyć. „Wszystko zależy od nas – jak potrafimy się zmobilizować, jak zwarcie będziemy maszerować do tego celu, ku zwycięstwu. To nie będzie nasze, partykularne zwycięstwo. To będzie zwycięstwo Polski” – mówił.

Poniżej publikujemy treść przemówienia Jarosława Kaczyńskiego:

Ten marsz trwa od 4 lat i 4 miesięcy. Powtarza się regularnie by podtrzymać pamięć, by podtrzymać nadzieję, by podtrzymać nasze przekonanie, że przyjdzie taki dzień, że będziemy mogli powiedzieć: „Zadanie zostało wykonane”. Tak proszę Państwa. Musimy wykonać zadanie. Nie dla siebie, tylko dla Polski, bo sprawa Smoleńska i sprawa Katynia, którą tak mądrze dzisiaj połączył ks. prof. Waldemar Chrostowski, to sprawa polska. To sprawa polskiej godności, a także sprawa, która odnosi się bezpośrednio do naszego statusu, jako narodu, do naszych perspektyw w tym trudnym regionie Europy.

 (fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)

Nie możemy zgodzić się na kłamstwo. Nie możemy zgodzić się na to, by zbrodnie wobec naszego narodu były inaczej, gorzej, można powiedzieć lżej – niż zbrodnie wobec innych narodów – traktowane. Zbrodnie wobec narodu polskiego popełnione w czasie II wojny światowej były ludobójstwem. O tym miał mówić w Smoleńsku mój świętej pamięci brat i o tym należy przypominać. Należy nam się prawda o Smoleńsku, jakakolwiek by ona nie była.

Dziś wiemy naprawdę dużo. Wiemy dużo, bo pracuje komisja Antoniego Macierewicza, bo spływają z różnych źródeł w Polsce i za granicą różnego rodzaju informacje. Wiemy więcej, bo widzimy, co dzieje się na wschód od naszych granic, bo ci, którzy mówili: „To niemożliwe”, „Nikt by nie mógł czegoś takiego zrobić” są dziś ośmieszani. Byli śmieszni, zakłamani, źli od początku, ale dziś ta śmieszność i zakłamanie są coraz bardziej widoczne. Ale to, że jest widoczna nie oznacza, że ktokolwiek z nich chce przyznać się do błędu. Na razie nie widać takich objawów. Mamy natomiast próbę przestraszenia Polaków. Mamy próbę wmówienia, że jesteśmy bezbronni, że wszystko się zawala, że jest jakaś wielka i nieokiełznana siła i może zrobić z nami wszystko, że jedynym wyjściem jest siedzieć cicho. Nie dajmy się zastraszyć!

Ośmielę się tutaj, choć wiem, że nie jestem tego godzien powtórzyć słowa św. Jana Pawła II: „Nie lękajcie się!”. Nie lękajmy się! Idźmy w tym marszu ku prawdzie. W dalszym ciągu idźmy ku zwycięstwu. Idźmy ku temu momentowi kiedy będziemy znali prawdę i tę prawdę będziemy mogli wyrazić na różne sposoby, także poprzez godne uczczenie pamięci wszystkich ofiar tragedii smoleńskiej i prezydenta Rzeczypospolitej, który ich prowadził. (…) Prezydenta, który potrafił rozpoznawać rzeczywistość i wyciągać z tego wnioski. Prezydenta, który potrafił bronić polskiej godności i interesów. Należy mu się to jak żadnemu z innych, którzy pełnili tę funkcję.

(fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)

Jestem przekonany, że ten dzień jest coraz bliżej, że być może do tego dnia już tylko kilkanaście miesięcy. Wszystko zależy od nas – jak potrafimy się zmobilizować, jak zwarcie będziemy maszerować do tego celu, ku zwycięstwu. To nie będzie nasze, partykularne zwycięstwo. To będzie zwycięstwo Polski – zakończył przemówienie przed Pałacem Prezydenckim Jarosław Kaczyński.

Opublikowano Nasza Codzienna Prasówka, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Za Niezależną: 53. miesięcznica: „Nad smoleńskim dramatem unosi się mgła kłamstw i lichej propagandy”

Dodano: 10.09.2014 [19:18]
53. miesięcznica: „Nad smoleńskim dramatem unosi się mgła kłamstw i lichej propagandy” - niezalezna.pl

foto: Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Ks. prof.  Waldemar Chrostowski wygłosił homilię podczas dzisiejszej mszy św. w warszawskiej archikatedrze, odprawionej w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie szczędził ostrych słów wobec winnych zakłamywania prawdy i obrażania pamięci o tych co zginęli 10 kwietnia 2010 r.

– 10 września stajemy w archikatedrze warszawskiej przy ołtarzu Chrystusowym. Przybywamy do tej świątyni, aby modlić się za tych, którzy zginęli pamiętnego 10 kwietnia 2010 roku. Przybywamy, bo miłość nas przynagla i pamięć o naszych siostrach i braciach, którzy tak nagle odeszli. Przybywamy, bo jesteśmy ludźmi wiary. Bo chcemy prosić Boga o dar i łaskę zbawienia dla nich. Przybywamy bo jesteśmy Kościołem i jedną wielką rodziną bożą, i chcemy towarzyszyć modlitwą rodzinom które straciły bliskich. Bo oni byli nam bliscy. Pochodzili z polskiej ziemi – mówił witając zebranych na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej ks. prałat Bogdan Bartołd, proboszcz archikatedry warszawskiej.

Homilię wygłosił ks. prof. Waldemar Chrostowski, profesor doktor habilitowany teologii, biblista, konsultor Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich.

– Dzisiaj gromadzimy się kolejny raz, aby upamiętnić dramat, który wydarzył się na przedmieściach Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku. Nasuwa się pytanie, jak mówić o tym, co się wtedy wydarzyło. Skoro spotykamy się w tej świątyni, w bliskości grobu Prymasa Tysiąclecia i w obecności tysięcy tych, którzy nas oglądają i słuchają nie tylko w Europie, ale i różnych częściach świata. Jak mamy mówić i wydobyć to, co w dzisiejszym przeżywaniu tego dnia i dramatu jest najważniejsze? Chciałbym dziś powiązać 10 kwietnia 2010 roku z innym 10 dniem miesiąca. 10 lutego 1940 roku. Myślę, że w kontekście tej drugiej daty, także ta pierwsza, z 2010 roku nabiera głębszego wymiaru. 10 lutego rozpoczęły się wywózki Polaków do Kazachstanu i w inne rejony Związku Sowieckiego. Rozpoczęły się gehenny naszych rodaków wywożonych na Sybir w samotności i rozpaczy. Symbolem tej gehenny, martyrologii, tego męczeństwa może być Katyń. Tym lepiej zrozumiemy i będziemy przeżywać dramat smoleński, im bliżej umieścimy go Katynia i im bardziej powiążemy go z gehenną tych setek tysięcy Polaków, którzy w latach 1940-1941 dali przykład cierpienia za ojczyznę i za katolicką wiarę – mówił ks. prof. Chrostowski.

Ksiądz prof. Waldemar Chrostowski swoją refleksję wokół tragedii smoleńskiej osnuł wokół trzech pobytów w Katyniu na przestrzeni lat. Podkreślił, że chce, aby to osobiste świadectwo przemówiło do sumień.
Kapłan wspominał, że pierwszy raz stanął na katyńskim cmentarzu w 1988 roku, jeszcze w czasach Związku Sowieckiego. Udał się tam z pierwszą pielgrzymką rodzin katyńskich, choć wówczas jeszcze tej nazwy oficjalnie nie używano. Później ks. Chrostowski wrócił do Katynia w 2010 roku. Jego opis miejsca katastrofy jest wstrząsający.


(fot. Zbyszek Kaczmarek)

– Niełatwo było odnaleźć miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu. Betonową drogą udaliśmy się na pole. Na pole, które wtedy 4 miesiące po katastrofie było usłane setkami, jeśli nie tysiącami szczątków samolotu, ale nie tylko szczątkami samolotu. Było to wszystko widać jak na dłoni, na świeżej jeszcze roli. Było widać fragment samolotu wbity w brzozę. Poszliśmy w stronę lotniska. Widzieliśmy wieżę kontrolną, o której tyle było mowy. Kilkaset metrów od miejsca katastrofy, w pobliżu drogi, leżał wieniec i stały znicze, tam, gdzie wierzchołki drzew były ścięte przez upadający samolot. Znów modlitwa, znów przejmująca cisza znów nadzieja, że nie zostanie to w takim stanie jak widzieliśmy – wspominał ks. Chrostowski.

Po raz trzeci do Katynia i Smoleńska kapłan udał się w tym roku.

– Trzeci raz byłem tam z pielgrzymką nico ponad miesiąc temu – 6 sierpnia. (…) z Katynia udaliśmy się do Smoleńska. Wiedząc, że w Katyniu zginęli ci, którzy za polskość zapłacili najwyższą cenę. Zapłacili cenę za Cud nad Wisłą w 1920 roku. Zapłacili cenę za pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku. Polski na wytyczonej wtedy mapie miało nie być. Zginęli, bo byli Polakami – jako część zaplanowanej na ogromną skalę eksterminacji narodu polskiego. Zaplanowanej przez międzynarodowych socjalistów – to jest komunistów – i narodowych socjalistów. Katyń to zbrodnia komunistyczna wpisująca się w długi łańcuch potwornych zborni które pochłonęły życie dziesiątków, milionów niewinnych ludzi. Z tymi myślami udaliśmy się do Smoleńska.

Na przedmieścia Smoleńska. Ta sama szosa, stacja benzynowa, ale znacznie ciaśniej niż przed laty. Brak jakiejkolwiek informacji. Ta sama wybetonowana droga, a z daleka widać drewniany pomost pomalowany na szaro – najwidoczniej przewidziany do oficjalnych wystąpień. Dwa pnie brzozy. Wiele drzew usuniętych. A pole, na którym rozbił się samolot porośnięte chwastami i metrowymi krzewami. Wszystko to ogrodzone prowizoryczną siatką tak, że nie można już pójść w stronę lotniska, gdzie jest wrak samolotu. Właściwie nie widać śladów tego dramatu. Również przy drodze smoleńsko-witebskiej, gdzie kiedyś układano wieńce i znicze nie można tego robić, bo nie ma już tych drzew. Zostały wycięte. Obok stacji benzynowej powstały sklepy, o ile pamiętam handlujące samochodami różnych marek. Obok miejsca tego dramatu duży kamień. Na nim cienka szarfa biało- czerwona i ślady tablicy, która nie mogła tam wisieć tylko przez jeden dzień czy tydzień, lecz musiała być znacznie dłużej, bo ślady są dość trwałe. Trochę wygasłych zniczy. Wypłowiały wieniec.

Tak po 4 latach wygląda miejsce smoleńskiego dramatu. Nie ma pomnika, ani nawet symbolicznego uczczenia. Nie ma go w Smoleńsku, bo podobno być nie może – ale nie ma go, jak dotąd również w Warszawie. Katyń i Smoleńsk. Tylko wtedy ten dramat nabiera właściwego wymiaru, znaczenia sensu i głębi, gdy mocno powiążemy go z tym, co go poprzedziło. Ci którzy zginęli w samolocie lecieli, aby uczcić bohaterów zamordowanych w Katyniu, lecieli tam w naszym imieniu. Gdy zginęli, to została tam na smoleńskiej polanie, teraz zarośniętej chwastami cząstka każdej i każdego z nas, ale ci którzy zginęli nie mogą popaść w niepamięć. Tak jak nie popadli w niepamięć ci, którzy ich poprzedzili w Katyniu. Wołały o sprawiedliwość katyńskie doły. Woła również o sprawiedliwość i ta polana. Niepamięć upokarza i niszczy wszystkich Polaków – mówił ks. prof. Chrostowski.


(fot. Zbyszek Kaczmarek)

http://niezalezna.pl/59255-53-miesiecznica-nad-smolenskim-dramatem-unosi-sie-mgla-klamstw-i-lichej-propagandy

 

Opublikowano Nasza Codzienna Prasówka, wprowadziła Mirka Zielińska | 1 komentarz

Relacja z wieczornych uroczystości 10 września 2014 roku

Godzina 19.00, w Katedrze św.Jana Chrzciciela w Warszawie miejsca wypełnione po brzegi. „Pójdź do Jezusa, do nieba bram…słuchaj Jezu jak Cię błaga Lud…” rozbrzmiewa pieśń na wejście… Wśród Koncelebransów  nasz ks. Stanisław Małkowski, o. Jerzy Garda, o. Gabriel Bartoszewski, ks. prof. Waldemar Chrostowski. Ks. Bogdan Bartołd, główny Celebrans  wita wszystkich zgromadzonych z Rodzinami Ofiar Smoleńskich na czele.

Skupione twarze uczestników Mszy świętej, głośne z serca płynące odpowiedzi na wezwania Kapłana oraz głośny śpiew dają nadzieję, że Modlitwa dosięga Nieba.

Mocne Słowo Boże, już w czasie czytań przenika serca. Homilie głosi ks. Waldemar Chrostowski. Nawiązując do dzisiejszych czytań: czterech błogosławieństw i czterech biada, oraz do ośmiu błogosławieństw podkreśla, że te biada i błogosławieństwa często były powtarzane przez Pana Jezusa.Zaznaczając, że spotykamy się  wobec grobu Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia, powiedział, że chce połączyć 10 kwietnia 2010 roku z 10 lutego 1940 roku, gdy tysiące Polaków zostało zesłanych na Sybir, pozbawionych życia w bestialski sposób. Symbolem tego męczeństwa jest KATYŃ. Im lepiej zrozumiemy Katyń, tym lepiej zrozumiemy Smoleńsk…Ks.Chrostowski podzielił się swoimi osobistymi doświadczeniami z Pielgrzymek w te miejsca. Pierwszy raz był w październiku 1982 roku, jeszcze za czasów ZSRR. Była to Pielgrzymka Rodzin Katyńskich, które się jeszcze tak nie nazywały. Gdy jechaliśmy, mówił, towarzyszyła nam modlitwa i płacz. Ale jak dojechaliśmy, zastaliśmy zaniedbane groby i napis po rosyjsku, że zbrodni dokonali Niemcy: i tylko szloch. Drugi raz byłem w 2010 roku. Najpierw Katyń, gdzie zastaliśmy zadbane już dzięki staraniom śp. Pana Przewoźnika groby. Udaliśmy się do Smoleńska, gdzie wcale niełatwo było znaleźć miejsce upadku Prezydenckiego Samolotu. Gdy dotarliśmy do stacji benzynowej znaleźliśmy betonową drogę. Na miejscu zastaliśmy leżące tysiące szczątków samolotu i nie tylko…  Byłem też 6 sierpnia tego roku: ta sama stacja benzynowa, ale ciaśniej. Ta sama betonowa droga, dwie brzozy, teren porośnięty  chwastami, ogrodzony byle jakim drutem. Duży kamień i ślady tablicy i trochę zniczy. Nie ma Pomnika w Smoleńsku ani w Warszawie. Ci, którzy zginęli w samolocie lecieli, by uczcić tych co zginęli w Katyniu, ale Ci którzy zginęli nie mogą popaść w niepamięć. Niepamięć upokarza i niszczy wszystkich Polaków.  Będziemy stać na straży PAMIĘCI, bo taki jest nasz obowiązek. Stoimy na straży Pamięci o nich wbrew wszystkim, którzy chcą nas upokorzyć. A jej – PAMIĘCI- pieczęcią jest wytrwałość i wierność.

Po homilii rozległy się gromkie brawa,

W Modlitwie wiernych pamiętano o Ofiarach Smoleńskich, Ukrainie, naszej Ojczyźnie Polsce, śp. Marianie Siwcu, który dokonał samospalenia w proteście przeciw agresji ZSRR na Czechosłowację, o Rajdzie Katyńskim, o uczestnikach Świętej Liturgii. Na Ofiarowanie z chóru rozległ się piękny dźwięk skrzypiec. Następnie  zaśpiewano „Kochajmy Pana”.   W czasie Konsekracji na ołtarzu stało 10 puszek z Hostiami. Co miesiąc tysiące Polaków przyjmuje Jezusa w Komunii Świętej  błagając o zwycięstwo PRAWDY.  Dziś także prawie wszyscy uczestnicy Mszy Świętej przystępują do Stołu Pańskiego, wielu klęcząc. „Zbliżam się w pokorze i niskości swej” słychać w czasie Komunii, później znowu piękny koncert skrzypcowy na cześć Jezusa Eucharystycznego. Wśród wiernych widać biało – czerwone flagi i Krzyże. Są także Rycerze Chrystusa Króla w swoich czerwonych płaszczach z  białymi krzyżami. W prezbiterium widoczni Górnicy w odświętnych strojach z białymi pióropuszami.  Po Komunii rozbrzmiewa pieśń : „Wielbię Ciebie” i ” Cóż Ci Jezu damy”…

Na zakończenie ks, Bartołd tradycyjnie dziękuje wszystkim i zaprasza za miesiąc. Przyjmujemy Boże błogosławieństwo i unosząc w górę dłonie ułożone w literę V śpiewamy „Boże coś Polskę”: z refrenem; „OJCZYZNĘ WOLNĄ RACZ NAM WRÓCIĆ PANIE”!!!

Po Mszy świętej rozpoczął się MARSZ PAMIĘCI.

Opublikowano Relacje świadków, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

53. miesięcznica katastrofy smoleńskiej. Marsz Pamięci w Warszawie, msza św. w Chicago za Niezależną

Dodano: 10.09.2014 [15:04]
53. miesięcznica katastrofy smoleńskiej. Marsz Pamięci w Warszawie, msza św. w Chicago - niezalezna.pl

foto: Marcin Pegaz

Dzisiaj po raz 53. w warszawskiej archikatedrze będziemy wspólnie modlić się w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej, ich rodzin oraz Ojczyzny. O tragedii z 10 kwietnia 2010 r. pamięta także Polonia w Stanach Zjednoczonych – w Chicago oddany zostanie hołd poległym, a we mszy św. weźmie udział Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.

Co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie gromadzą się tysiące ludzi, którzy chcą oddać cześć poległym oraz zamanifestować swój sprzeciw wobec zakłamywania prawdy o przyczynach katastrofy. Uroczyste obchody w Warszawie o godz. 19 rozpocznie msza św. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela (ul. Kanonia 6).

Po zakończeniu Eucharystii uczestnicy przejdą w Marszu Pamięci przed Pałac Prezydencki, gdzie zostaną złożone kwiaty i zapalone znicze. Tam też przemówienia wygłosi brat tragicznie zmarłego prezydenta Jarosław Kaczyński.

Dzisiaj także, 10 września o godz. 19 lokalnego czasu w kościele św. Jacka w Chicago (3636 W. Wolfram St.) odprawiona zostanie msza św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Po jej zakończeniu w sali parafialnej odbędzie się spotkanie z redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej” Tomaszem Sakiewiczem, który od kilku dni spotyka się z Polonią w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
– Głównym celem wyjazdu jest oczywiście spotkanie z czytelnikami „Gazety Polskiej” oraz widzami TV Republika – mówił redaktor Sakiewicz. – 10 września będziemy wspólnie obchodzili kolejną miesięcznicę tragedii smoleńskiej, czego uwieńczeniem będzie manifestacja – dodaje.

Po zakończeniu obchodów odbędzie się amerykańska premiera książki „Testament Rzeczypospolitej. Kulisy śmierci Lecha Kaczyńskiego” Tomasza Sakiewicza oraz spotkanie z autorem.

W sobotę 13 września w godzinach 15–17 czasu lokalnego w Chicago odbędzie się protest pod hasłem „Stop russian terrorism. Smoleńsk 2010–Ukraine 2014” (Daley Plaza przy 50 W. Washington St.).

Opublikowano Nasza Codzienna Prasówka, wprowadziła Mirka Zielińska, Zdjęcia | Dodaj komentarz

Ks Garda wrócił na pl. Zbawiciela! Za Naszym Dziennikiem

zdjecie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Czwartek, 28 sierpnia 2014 (18:52)

Polacy mówią „stop” indoktrynacji oraz deprawacji dzieci i młodzieży poprzez wprowadzanie ideologii gender do przedszkoli i szkół. Świadczy o tym duże zainteresowanie pikietą modlitewną odbywającą się na placu Zbawiciela w Warszawie.

Od poniedziałku modlitwą „Anioł Pański” rozpoczyna się czuwanie modlitewne w intencji Kościoła, Ojczyzny oraz polskich rodzin. W sposób szczególny jego uczestnicy pragną modlić się za dzieci i młodzież. Organizatorem pikiety jest misjonarz ksiądz Jerzy Garda, który wraz z grupą osób przez ponad dwa i pół roku niestrudzenie walczył w obronie Telewizji Trwam przed Krajową Radą Radiofonii i Telewizji oraz wojewódzkim sądem administracyjnym.

Inicjator czuwania modlitewnego wyjaśnia w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl, że codziennie na placu Zbawiciela gromadzi się od kilku do kilkunastu osób. W trakcie trwania pikiety liczba ta się zmienia. – W większości osoby przechodzące obok bardzo pozytywnie odbierają naszą obecność. Jedni przystają, czytając nasze transparenty, dopytują o szczegóły. Inni na chwilę dołączają do naszej modlitwy. Zdecydowana większość popiera powody, dla których codziennie gromadzimy się na placu Zbawiciela – mówi nam ks. Garda, zaznaczając, że przechodnie także dziękują za podjętą inicjatywę.

Uczestnicy pikiety doskonale wiedzą, że poruszają kwestie bardzo drażliwe dla środowisk lewicowych, antychrześcijańskich i homoseksualnych.

– Domagamy się zaprzestania deprawacji polskich dzieci i młodzieży. Naszą pikietą wyrażamy sprzeciw wobec indoktrynacji programów przedszkolnych i szkolnych, które mają na celu zniszczenie od maleńkiego tożsamości Polaków. To w konsekwencji prowadzi do degradacji od wewnątrz naszego Narodu. Decydując się na rozpoczęcie naszej pikiety, byliśmy świadomi wystąpienia możliwych ataków i negatywnych komentarzy. Takich prowokacyjnych reakcji jest bardzo mało. Od razu da się wyczuć, że dana osoba nie jest zainteresowana ideą pikiety. Na szczęście nieliczne są takie przypadki, kiedy ktoś przychodzi i nas wyśmiewa czy za wszelką cenę próbuje przekonać do swoich racji, oczywiście w pełni popierających ideologię gender czy lobby homoseksualne – dodaje inicjator pikiety.

Jednocześnie ks. Jerzy Garda wyraża wdzięczność wszystkim osobom włączającym się w codzienną modlitwę. – Z serca dziękuję wszystkim, którzy odważyli się przyjść, stanąć razem z nami i włączyć się w modlitwę. Jedni są dłużej, inni krócej, ale każda osoba bardzo cieszy – podkreśla kapłan.

Misjonarz zachęca każdego, komu nie jest obojętny los naszej Ojczyzny, do włączenia się w modlitwę. Zaproszeni są wszyscy.

Pikiety modlitewno-edukacyjne na placu Zbawiciela w Warszawie odbywać się będą codziennie od poniedziału do piątku do 25 listopada br. Rozpoczynają się one w południe modlitwą „Anioł Pański”, zaś kończą o godz. 15.00 Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Izabela Kozłowska

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | 1 komentarz

Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego 26 sierpnia 1956 roku

Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego to szczególna modlitwa – zapisana w formie ślubów złożonych Najświętszej Maryi Pannie Królowej Polski. Została napisana przez Stefana kardynała Wyszyńskiego w sowieckim uwięzieniu w Komańczy. Były one nawiązaniem do pamiętnych ślubów króla Jana II Kazimierza w katedrze lwowskiej, w ich 300-lecie.

Piotr Szubarczyk

13 kwietnia 1904 św. Pius X papież spełnił prośbę biskupa włocławskiego Stanisława Zdzitowieckiego i polskich paulinów, ustanawiając Święto Matki Bożej Częstochowskiej, z oktawą dla Jasnej Góry. Po raz pierwszy było ono uroczyście obchodzone 29 sierpnia 1906. W 1931 papież Pius XI zatwierdził ostatecznie 26 sierpnia jako dzień tego święta. 26 października 1956 uroczystość liturgiczna została przyznana wszystkim diecezjom w Polsce.
Najważniejszy w ponadstuletnich obchodach święta był właśnie rok 1956, gdy na Jasnej Górze odczytano Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego. Polska wychodziła wtedy z najbardziej opresyjnego wobec narodu i Kościoła okresu komunizmu sowieckiego, narzuconego nam po wojnie przez Stalina, z cichą aprobatą naszych „aliantów”.
Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego to szczególna modlitwa – zapisana w formie ślubów złożonych Najświętszej Maryi Pannie Królowej Polski. Została napisana przez Stefana kardynała Wyszyńskiego, nazwanego później przez Jana Pawła II Prymasem Tysiąclecia, w sowieckim uwięzieniu w Komańczy. Były one nawiązaniem do pamiętnych ślubów króla Jana II Kazimierza w katedrze lwowskiej, w ich 300-lecie (1 IV 1656).
Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego zostały uroczyście wygłoszone w Święto Matki Boskiej Częstochowskiej – 26 sierpnia 1956 – na Jasnej Górze, w obecnosci około miliona wiernych. Czytał je biskup Michał Klepacz – w okresie uwięzienia prymasa Wyszyńskiego, pełniący jego obowiązki.
Była to jednocześnie demonstracja narodowa wobec sowieckich komunistów. Na fotelu przeznaczonym dla ciągle więzionego prymasa Polski leżały tylko biało-czerwone kwiaty. Prymas składał Śluby w miejscu swojego uwięzienia w Komańczy, kilka minut wcześniej.

Wielka Boga-Człowieka Matko!

Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo!

Królowo świata i Polski Królowo!

Gdy upływają trzy wieki od radosnego dnia, w którym zostałaś Królową Polski, oto my, Dzieci Narodu Polskiego i Twoje Dzieci, krew z krwi Przodków naszych, stajemy znów przed Tobą, pełni tych samych uczuć miłości, wierności i nadziei, jakie ożywiały ongiś Ojców naszych.

My, Biskupi polscy i Królewskie Kapłaństwo, Lud nabyty zbawczą Krwią Syna Twojego, przychodzimy, Maryjo, znów do Tronu Twego, Pośredniczko Łask wszelkich, Matko Miłosierdzia i wszelkiego pocieszenia.

dalej:

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Za Niezależną:”TYLKO U NAS! Ks. Stanisław Małkowski pobity i okradziony.

„Jak dasz znać policji, to cię zabiję i spalę”
Dodano: 25.08.2014 [21:14]
TYLKO U NAS! Ks. Stanisław Małkowski pobity i okradziony. „Jak dasz znać policji, to cię zabiję i spalę” – niezalezna.pl
foto: Małgorzata Amro
W sobotę, między godziną 21:00 a 22:00, został pobity i okradziony we własnym w domu ks. Stanisław Małkowski. Napadł go były więzień, któremu duchowny wcześniej pomagał…

– Ten człowiek o imieniu Andrzej po wyjściu z zakładu karnego odwiedzał mnie szereg razy i zawsze o coś prosił. Niektóre prośby spełniałem, niektóre, te dotyczące dawania pieniędzy – z niechęcią, bo powinien sobie również sam radzić. On tłumaczył mi, że pracował na czarno i nie dostał pieniędzy. Mówił kiedyś, że został pobity, czy okradziony. W miarę możliwości mu pomagałem – opowiada w rozmowie z portalem niezalezna.pl ksiądz Małkowski.

– Kiedy w sobotę mnie odwiedził, poprosiłem go, żeby o pieniądzach nie było mowy, bo mu ich nie dam. On powiedział, że nie chce pieniędzy, że chce napić się kawy. Po spokojnej rozmowie w domu, chciał pieniędzy i powiedziałem mu: „Andrzeju, umówiliśmy się, że nie będziesz o nie prosił i tym razem tobie ich nie dam”. Dałem mu jednak 10 zł. Dostał też trzy koszule, skarpety i spodnie, o które prosił. Zapakował je i już jakby wychodził. Jednak odwrócił się, obrzucił mnie okropnymi wyzwiskami i powiedział, że jeśli nie dam mu 3 tys. zł. to mnie zabije i to że mnie zabije było powtarzane szereg razy. Spoliczkował mnie dwukrotnie, mam podbite oko do dziś, kopnął mnie, zarzucił ręce aby dusić. Chciał wszystkie pieniądze jakie mam – opowiada kapłan.

Bity ksiądz dał mu około 2 tys. zł. Były kryminalista na odchodne zagroził księdzu. – Jak dasz znać policji, to cię zabiję i spalę – powiedział. Zabrał też duchownemu telefon, aby nie mógł do nikogo szybko zadzwonić. – To było inne oblicze tego człowieka. Miał do tej pory wiarygodny sposób postępowania. Pokazał mi np. kartę, że zadeklarował oddanie honorowo swojej nerki – mówi kapłan, który nie krył, że był bardzo zaskoczony okrutnym zachowaniem byłego więźnia.

Ksiądz po konsultacji z bratem zdecydował się o pobiciu powiadomić policję. Z Andrzejem T. korespondował od czasu, kiedy tamten przebywał w zakładzie karnym w Sztumie. Kapłan pomaga od lat wielu więźniom. Wysyła do nich tygodniowo około 50 listów m.in. z prasą, środkami czystości i literaturą religijną.

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Ks. Jacek Bałemba SDB, O jedynej prawdziwej wierze i o pewnych niedorzecznościach…,21 sierpnia 2014 roku

Repetitio mater studiorum – Powtarzanie jest matką uczących się.

Jest jeden prawdziwy Bóg: Ojciec, Syn i Duch Święty, czyli Trójca Święta.
Jest jedna prawdziwa religia objawiona przez Boga: chrześcijaństwo.
Jest jedna wiara dająca zbawienie: wiara katolicka.

W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, szczególną pomocą są dla nas klarowne słowa prawdy, nieomylna nauka katolicka – także dotycząca odniesienia do innych religii. Sięgamy do Biblioteki ’58!
W kontekście alergicznych i fałszywych antyewangelicznych postaw wobec ujmowania tematyki judaizmu w świetle Chrystusa i Ewangelii, przejrzyste słowo porządkujące okazuje się darem bezcennym.
Św. Jan pisze klarownie: „Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca” (1 J 2, 23). W swoim liście św. Ignacy Antiocheński, biskup i męczennik, tak pisał do Magnezjan – słowo wysokiej aktualności:

„Nie bądźmy obojętni na dobroć Chrystusa. Gdyby postępował z nami według naszych czynów, już by nas nie było. Dlatego stawszy się Jego uczniami, uczmy się żyć po chrześcijańsku. Kto nie nosi imienia chrześcijanina, ale jakiekolwiek inne, nie należy do Boga. Usuńcie więc zły kwas, stary już i cierpki, a przemieńcie się w nowy zaczyn, którym jest Jezus Chrystus. Niech On stanie się solą waszego życia, aby nikt z was nie uległ zepsuciu, jako że zapach wyda o was świadectwo. Niedorzecznością jest wyznawać Jezusa Chrystusa i zachowywać przepisy judaizmu. Albowiem nie chrześcijaństwo uwierzyło w judaizm, ale judaizm uwierzył w chrześcijaństwo. Ono jednoczy wszystkich, którzy wierzą w Boga.
Ukochani moi! Piszę tak nie dlatego, jakobym dowiedział się, iż niektórzy z was ulegli takim wpływom, ale choć mniej od was znaczę, aby was przestrzec: nie popadajcie w zasadzki fałszywej nauki, lecz bądźcie mocno przeświadczeni o śmierci, męce i zmartwychwstaniu, które miały miejsce za czasów urzędowania Poncjusza Piłata, i dokonały się w sposób rzeczywisty i niewątpliwy w osobie Jezusa Chrystusa – naszej nadziei. Oby się nikt z was nie oddalił od Niego (…).
Starajcie się trwać mocno w nauce Pana i Apostołów, aby wszystko, co czynicie, pomyślnie wam wypadało na duchu i na ciele, w wierze i miłości, w Synu, Ojcu i Duchu Świętym (…).
Ponieważ wiem, że jesteście pełni Boga, dlatego moja zachęta jest krótka (…)”.

Tekst lepiej ujawni ważne sensy przy wielokrotnym czytaniu.

Opublikowano Rozważania ks. Jacka Bałemby SDB, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Jarosław Kaczyński: „Stoimy przed wielką szansą na powstrzymanie niebezpieczeństwa”

Dodano: 10.08.2014 [22:13]
Jarosław Kaczyński: „Stoimy przed wielką szansą na powstrzymanie niebezpieczeństwa” – niezalezna.pl
foto: Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska
– Dużo nas dzisiaj – zaznaczył Jarosław Kaczyński podczas swojego wystąpienia na Krakowskim Przedmieściu. 52 miesiące po katastrofie w Smoleńsku prezes PiS przemawiał do zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim.

– Mamy sierpień, szczególny miesiąc. 70. rocznica Powstania Warszawskiego, 34. rocznica wydarzeń sierpniowych 1980 roku – powiedział Kaczyński, po czym odniósł się do słów homilii ks. Bogdana Bartołda. – Ten miesiąc, w którym zmieniały się nasze dzieje, a ci, którzy pamiętali o słowach Chrystusa, słowach dzisiejszej Ewangelii, słowach o odwadze – podejmowali najbardziej zdecydowane i ryzykowne działania. I oni wpisywali się w naszą historię, tworzyli ją nawet wtedy, gdy doraźnie ponosili klęskę. Musimy o tym pamiętać dlatego, że naszym obowiązkiem jest pamięć o tych, którzy byli najlepsi spośród naszego narodu. Którzy właśnie zapisali się w tej historii, ale muszą być ciągle przypominani, bo historia biegnie, a wraz z nią przychodzi zapomnienie – mówił Kaczyński.

– Jest także inna prawda, która odnosi się nie do tego co było, ale do tego co będzie. Nie do przeszłości, ale do przyszłości – dodał.

– Musimy pamiętać, że tej odwagi, którą czerpiemy z wiary w Chrystusa – nie może nam zabraknąć teraz, gdy przyszedł czas trudny. Miesiąc temu przemawiałem na tym spotkaniu i nie widzieliśmy jeszcze, że za siedem dni, 17 lipca, dojdzie do wielkiej zbrodni. Dla nas, którzy się tutaj gromadzimy, była ona straszna, ale nie stanowiła przełomu, jeśli chodzi o spojrzenie na naszą sytuację, na naszych sąsiadów, spojrzenie na Rosję. Ale dla innych ten moment okazał się decydujący. To wielka szansa na powstrzymanie niebezpieczeństwa i jednocześnie wielkie zobowiązanie dla tych wszystkich – a jestem przekonany że tylko tacy tutaj przychodzą – którzy chcą Polski wolnej, którym nie jest wszystko jedno, którzy chcą Polski godnej – kontynuował prezes PiS.
dalej:

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | 1 komentarz

Na Krakowskim stanął KRZYŻ- wspomnienie

Posłuchaj:

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Ks. Bartołd w 52. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej: „Nie bójcie się, prawda zwycięży”

 

Dodano: 10.08.2014 [20:05]

Ks. Bartołd w 52. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej: „Nie bójcie się, prawda zwycięży” - niezalezna.pl

foto: Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

W 52. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej, w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela, odprawiono kolejną mszę św. w intencji śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, jego śp. małżonki Marii Kaczyńskiej oraz wszystkich ofiar tragedii.

Mszy przewodniczył proboszcz warszawskiej archikatedry, ks. Bogdan Bartołd.

Archikatedra wypełnia się po raz kolejny, aby modlić się w intencji wszystkich, którzy zginęli pod Smoleńskiem 1o kwietnia 2010 roku – powitał licznie zgromadzonych wiernych ks. Bartołd. – Przypominamy i pamiętamy o tych, którzy zginęli w służbie ojczyźnie. Prosimy i wołamy do Boga, aby Bóg przyjął ich do swojej chwały – dodał.

Opublikowano Inne, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz

Relacja z dnia 10 sierpnia 2014 roku

Godz.19.00 – w Katedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie rozpoczyna się Msza święta., w intencji Ofiar z 10 kwietnia 2010 roku.

Wśród wielu Kapłanów z całej Polski i ze Stanów Zjednoczonych, główny celebrans Ks. Bogdan Bartołd. Wita wszystkich bardzo serdecznie, szczególnie zaś górników, Rodziny Smoleńskie. Rozbrzmiewa gromki śpiew uczestników Eucharystii. W większości są to ludzie w średnim wieku, ich twarze są naznaczone licznymi doświadczeniami.

Homilię wygłasza ks. Bogdan Bartołd, podkreśla, że dzisiejsza Ewangelia przypomina mu dzieciństwo. Mówi: „moi drodzy, gdy tak się gromadzimy na tej naszej miesięcznicy, Jezus chce nam pokazać, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, że On jest zawsze blisko…w każdym momencie, w każdej chwili…” Przypomina o odwadze Powstańców Warszawskich, mówi, że trzeba liczyć się z tym, że będziemy niezrozumiani, wyśmiani. „Świętego można zabić, ale nie można go zastraszyć”. Wspominając św. Jana Pawła II. Prymasa Tysiąclecia, bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, stawia ich za wzór do naśladowania. Mówi: Abyśmy nie zapomnieli, że naszą godność dał nam Bóg w Trójcy Jedyny, abyśmy żyli zgodnie z Bożymi Prawami.” NIE BÓJCIE SIĘ, Oni, ci nasi Bracia którzy zginęli pod Smoleńskiem, znajdą mieszkanie w domu Ojca Mego, ich Ofiara przyniesie obfity plon.”

Po Wyznaniu Wiary objęto Modlitwą Powszechną: Papieża, Biskupów i Kapłanów; śp. Parę Prezydencką Marie i Lecha Kaczyńskich oraz wszystkie Ofiary smoleńskie; Chrześcijan w Iraku; Rodziny Smoleńskie; Ofiary i Bliskich Malezyjskiego samolotu zestrzelonego nad Ukraina; Pielgrzymów zmierzających na Jasną Górę; wszystkich Poległych we wszystkich Powstaniach: Styczniowym, Warszawskim, Ofiary zamieszek z czasów Solidarności; dziękczynną za Odzyskanie Niepodległości i Wolności, za zwycięstwo w 1920 roku. W czasie Ofiarowania z chóru rozbrzmiewa piękny solowy śpiew.  Większość wiernych przystąpiła do Stołu Pańskiego. Na zakończenie ks. Bartołd dziękując zaprosił wszystkich na modlitwę za miesiąc. Po błogosławieństwie na zakończenie Mszy odśpiewano „Boże coś Polskę” z refrenem” OJCZYZNĘ WOLNĄ RACZ NAM WRÓCIĆ PANIE”!

Następnie w MARSZU PAMIĘCI, z modlitwą na ustach, z flagami i zniczami w dłoniach przemaszerowano pod pałac namiestnikowski, gdzie pod KRZYŻEM Pamięci, Prawdy i Nadziei, Pan Jarosław Kaczyński wraz z członkami klubu parlamentarnego PIS złożył biało – czerwony wieniec.

Opublikowano Relacje świadków, wprowadziła Mirka Zielińska | Dodaj komentarz