Relacja Mirki z poranka 10 kwietnia 2014 roku

Poranek przywitał nas w Warszawie wiosennym deszczem…jakby sam Pan Bóg płakał razem z nami…
Gdy jechałam na Krakowskie Przedmieście, po drodze mijaliśmy Polaków z flagami biało – czerwonymi w dłoniach…wszyscy zmierzali w jednym kierunku.
O godz.8,00 kościół Seminaryjny był wypełniony po brzegi. Po prawej stronie głównej nawy stał duży piękny portret śp. prof. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na biało czerwonym tle. Obok, jakby na warcie, stał cały pluton SOLIDARNOŚCI Górników ze Śląska w odświętnych strojach z pióropuszami. Z chóru dochodził piękny śpiew.
Msze celebrowało kilkunastu Kapłanów na czele z Bp. pomocniczym archidiecezji Warszawskiej Jego Ekselencją Józefem Górzyńskim,
który wygłosił również homilię, zwracając uwagę, że Abraham miał Nadzieje wbrew Nadziei. Zachęcał nas także do wytrwałego szukanie PRAWDY.
W modlitwie wiernych prowadzonej przez Parlamentarzystów PIS, pamiętaliśmy o Panu Prezydencie i 95 Ofiarach smoleńskich, o śp.Jadwidze Kaczyńskiej, o naszej Ojczyźnie, o tych którzy dążą do poznania Prawdy o tym co stało się 10 kwietnia 2010 roku.
Prawie wszyscy przystąpili do Komunii Świętej.
Na zakończenie Mszy odśpiewaliśmy ” Boże coś Polskę”, z głośnym wołaniem: „OJCZYZNĘ WOLNĄ RACZ NAM WRÓCIĆ PANIE”
Po Mszy przeszliśmy pod pałac, śpiewaliśmy Hymn Polski, pod Krzyżem pan Jarosław Kaczyński złożył biało – czerwony wieniec.
Jeden z Kapłanów przed modlitwą za Ofiary smoleńskie mówił o odpowiedzialności za wybory ludzi, którzy nami rządzą… Następnie słuchaliśmy APELU POLEGŁYCH…
Powiewały Biało – czerwone flagi, długa kilkumetrowa była rozpostarta wzdłuż pałacu…
Posłowie PIS pojechali na Powązki, ludzie spoza Warszawy zostali na Krakowskim Przedmieściu, by nadal PAMIĘTAĆ…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje świadków, wprowadziła Mirka Zielińska. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Relacja Mirki z poranka 10 kwietnia 2014 roku

  1. Cztery lata po Smoleńsku
    Share on email Share on facebook Share on twitter More Sharing Services
    Czwartek, 10 kwietnia 2014 (15:33)

    W Sejmie odbyło się posiedzenie Zespołu Parlamentarnego do spraw Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku. Dzisiaj został zaprezentowany kolejny raport pt. „Cztery lata po Smoleńsku. Jak zginął prezydent RP”.

    Jedną z zasadniczych tez kolejnego raportu zespołu jest to, że rządowy tupolew rozpadł się w powietrzu. Świadczyć ma o tym układ szczątków salonki na obszarze o promieniu 30-50 metrów i ich stan, m.in. nadpalenia od wewnątrz. W rozdziale zatytułowanym „Jak zginął Prezydent RP: corpus delicti pod nogami D. Tuska” znajduje się kilkadziesiąt zdjęć. Poseł Macierewicz, omawiając kolejne zdjęcia, wskazał, że pokazują one skalę rozrzutu prezydenckiej salonki w tupolewie. W zaprezentowanym dziś dokumencie znajduje się też fotografia z opisem „wyrwany, rozerwany i nadtopiony panel wewnętrznej tapicerki kadłuba Tu-154M”. Inny rozdział raportu zawiera relacje 46 świadków opisujących eksplozję rządowego tupolewa. Ponadto w dokumencie Zespołu Parlamentarnego do spraw Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. znajduje się też opracowanie duńskiego inżyniera Glenna Joergensena. Ekspert obecny był na dzisiejszym posiedzeniu. Na podstawie aerodynamicznej analizy przebiegu wydarzeń ostatnich sekund lotu udowadnia on, że teza o wykonaniu przez samolot beczki jest fałszywa. Ponadto w raporcie zawarto także m.in. analizę zniszczenia wybranych fragmentów lewego skrzydła Tu-154M.

    W posiedzeniu uczestniczyli przedstawiciele rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Głos zabrali m.in. Ewa Błasik, Marta Merta oraz Andrzej Melak.

    Wdowa po gen. Andrzeju Błasiku, dowódcy Sił Powietrznych, zaznaczyła, że przyszedł czas, aby prezydent Bronisław Komorowski, jako zwierzchnik Sił Zbrojnych RP, zwrócił honor jej tragicznie zmarłemu mężowi na arenie międzynarodowej.

    Z kolei Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego Stefana Melaka – prezesa Komitetu Katyńskiego, wyjaśnił, że w Smoleńsku odczuwał brak rzetelnej opieki konsulatu RP. – Ziemia w Smoleńsku jest nadal zbiorowym grobem naszych bliskich – podkreślił, zaznaczając, że przychodząc na grób brata, nie jest pewny, czy znajdują się w nim jego szczątki.

  2. Żyjemy wciąż pamięcią o naszych bliskich
    Share on email Share on facebook Share on twitter More Sharing Services
    Czwartek, 10 kwietnia 2014 (13:49)

    Z senator Alicją Zając z Prawa i Sprawiedliwości, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Mariusz Kamieniecki

    Ostatnio prok. Andrzej Seremet obwieścił, że śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, mimo iż prokuratorzy nie dysponują najważniejszym dowodem – wrakiem Tu-154M powinno zakończyć się na przestrzeni roku. Jak pani odebrała tę wiadomość?

    – Jest to dla mnie dość zaskakujące stwierdzenie, zwłaszcza,że to nie Prokurator Generalny prowadzi śledztwo tylko Naczelna Prokuratura Wojskowa. Jednocześnie jest to wbrew sztuce dochodzeniowej, która nakazuje zebranie dowodów, ich analizę. Tutaj nie mamy głównego dowodu jakim jest wrak samolotu, nie ma też czarnych skrzynek czy próbek, które co jakiś czas są pobierane z wraku, o czym nawiasem mówiąc rodziny dowiadują się z mediów, bo prokuratura nas nie informuje. To są fakty, które siłą rzeczy budzą nasze zdziwienie i wywołują niepokój. Przez cztery lata funduje się nam huśtawkę nastrojów a to, że niby coś rusza do przodu, po czym wypowiedzi osób, którym najbardziej powinno zależeć na wyjaśnieniu sprawy znów cofają nas do tyłu.

    Wypowiedź prok. Seremeta jest bardzo podobna do stwierdzenia wyrażonego dzień wcześniej przez rzecznika rządu Małgorzatę Kidawę –Błońską, że śledztwo to można zakończyć, mimo że Polska nie odzyskała od Rosjan wraku samolotu. Pani zdaniem to przypadkowa zbieżność?

    – Moja ocena jest taka, że nad wszystkim czuwa rząd – czyli premier Donald Tusk. Sposób traktowania sprawy Smoleńska odbiega od wszelkich standardów. Miałam okazję uczestniczyć w pierwszym spotkaniu premiera Tuska z rodzinami i zarówno wówczas, jak i dzisiaj nie widzę żadnej woli, jakiegokolwiek starania, żeby wyjaśnić tę sprawę. Tak samo uważa większość polskiego społeczeństwa, mówiąc, że taki sposób postępowania rządu jest najgorszy z możliwych i to od 10 kwietnia 2010 r. aż po dzień dzisiejszy.

    Czy po tym czasie przybliżyliśmy się do poznania prawdy o tym, co wydarzyło się na Siewiernym?

    – Nie sądzę… Tak naprawdę, chyba nie umiem dziś nawet powiedzieć, na co ja czekam. Nie mam bowiem żadnych złudzeń, że obecnie rządzący Polską zrobią cokolwiek w kierunku wyjaśnienia tej katastrofy. Niebawem wybory do Parlamentu Europejskiego, później wybory samorządowe, prezydenckie, parlamentarne i gdzieś ten czas umyka rządzącym, a sprawa tak ważna dotycząca polskiej racji stanu wciąż stoi w miejscu. Nawet w obliczu 4. rocznicy tragedii brakuje należytej powagi.

    Jak pani ocenia ostatnie oświadczenia prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie?

    – Nie oglądałam całej konferencji, ale to, co wzbudziło mój niepokój to dziwna nerwowość zarówno w zachowaniu prok. Szeląga, jak i towarzyszących mu osób. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś zwołuje konferencję, to jest do niej przygotowany, ma wiedzę i sprawdzone wcześniej informacje. Ponadto nie są to przecież ludzie, którzy pierwszy raz stają przed kamerami, ale wojskowi, a do tego prokuratorzy obyci w tego typu sytuacjach.

    Zdumiewające, że prokuratorzy używali określeń: możliwe, prawdopodobne, być może, co świadczy o braku zdecydowania i braku dowodów popierających stawiane tezy. Te wypowiedzi bardziej przypominały publicystykę i zagadywanie mediów, które przynajmniej w części zadawały konkretne pytania. Niestety jasnych, zdecydowanych odpowiedzi nie było. To śledztwo nie trwa miesiąc czy dwa, ale już cztery lata i prokuratorzy wiedzą o jego szczegółach najwięcej, a przynajmniej powinni tymczasem w momencie, kiedy się widzi ich niespokojne zachowanie, to może budzić przynajmniej zdziwienie. Powstaje zatem pytanie, dlaczego prokuratorzy tak bardzo się denerwowali…

    A jak pani sądzi?

    – Przyznam, że nie umiem znaleźć odpowiedzi na to pytanie.

    Wyciągając wnioski z wypowiedzi prokuratorów można powiedzieć, że skoro nie było wybuchu, to nie było też zamachu…

    – Te tezy z różnych stron padały już wcześniej i to, co powiedzieli prokuratorzy nie jest żadną nowością, ale powiedziałabym, że wpisuje się w cały klimat tworzony wokół tzw. sprawy smoleńskiej przez kręgi zbliżone do rządu czy prokuratury. Zresztą prok. Seremet powtarzał już wielokrotnie, że nie ma żadnych przesłanek, żeby uznać prawdopodobieństwo wybuchu. W mojej ocenie, są to nieuprawnione stwierdzenia, bo dopóki nie przeprowadzimy badań choćby najmniejszego fragmentu wraku tupolewa, dopóki nie zbadamy czarnych skrzynek, to twierdzenie, że wybuchu nie było, jest dużym nadużyciem.

    Dlaczego Rosjanie nie zwracają nam wraku samolotu?

    – Trywializując można powiedzieć, że grają nam na nosie, ale tak naprawdę zwyczajnie nas lekceważą. Prezydent Putin pokazuje, że nie traktuje Polski jako partnera. Jest to zachowanie rażące w relacjach międzynarodowych, ale o ile Rosjanie chcą pokazać nam nasze miejsce w szeregu, to dziwić może to, że polski rząd nie podejmuje zdecydowanych kroków w kierunku zwrotu samolotu, który jest naszą własnością. Ta sprawa już dawno powinna być zamknięta i cały materiał dowodowy powinien być już w Polsce. Dopiero po analizie dowodów można by mówić o perspektywie zakończenia postępowania. W momencie, kiedy mamy jedynie ekshumacje 9 ciał, które wykazały zaniedbania ze strony Rosjan, to wciąż stoimy w miejscu.

    Wcześniej powiedziała pani, że zarówno prokuratura, jak i strona rządowa od pewnego czasu nie kontaktują się z rodzinami. Oznaczałoby to, że wszystkie informacje dotyczące śledztwa pozyskujecie państwo za pośrednictwem mediów…?

    – Nie inaczej… Owszem otrzymujemy pisma np. z informacjami o przedłużeniu śledztwa, ale te kontakty nie są takie, jak być powinny. Bez odpowiedzi pozostają np. wnioski składane przez naszych pełnomocników, które nie są przecież złośliwością, ale służą temu, żeby przybliżyć nas do poznania prawdy i zakończenia śledztwa.

    Tymczasem, gdy przyszły wnioski ze strony rosyjskiej, to w trybie pilnym byliśmy wzywani do prokuratury wojskowej, żeby złożyć wyjaśnienia, wszystko po to, aby te wnioski były realizowane jak najszybciej. Natomiast wnioski, które kieruje strona polska trafiają w próżnię, co potwierdził również prok. Szeląg.

    Wracając jednak do pytania zastanawiające jest, dlaczego najpierw prokuratura informuje media a nie nas i nie chodzi tu o jakiś bezpośredni kontakt, ale każda z rodzin ma pełnomocników, którzy nas reprezentują i mają chyba prawo wiedzieć o losach prowadzonego postępowania. Zaprezentowanie w ten sposób „dorobku” czteroletniego śledztwa byłoby ze strony prokuratury bardziej eleganckie w stosunku do rodzin, i pokazywałoby przynajmniej minimum dobrej woli, której niestety nie dostrzegamy.

    Czy cztery lata to nie jest wystarczający czas, żeby dojść do prawdy?

    – Wydawałoby się to logiczne, ale nie jest. Być może nad tą sprawą ciąży „przekleństwo” Katynia, gdzie przez wiele lat byliśmy karmieni kłamstwami, przez tyle lat czekaliśmy na prawdę i nawet dzisiaj nie mamy pełnej listy tych, którzy zginęli na wschodzie. Określenie Golgota Wschodu mówi wiele i oddaje to, z czym w historii Polski mieliśmy do czynienia.

    Jakie jest pani zdanie, czy kiedykolwiek dowiemy się pełnej prawdy o katastrofie smoleńskiej?

    – Już w pierwszych miesiącach po tragedii smoleńskiej mówiłam, że nie wierzę, żeby śledztwo zostało zakończone za mojego życia. Później był moment, kiedy wydawało mi się, że może jednak, ale dzisiaj nie mam złudzeń, że w śledztwie prokuratorskim niestety, ale oddalamy się zamiast przybliżać się do prawdy. Gdyby nie zespół pod kierownictwem Antoniego Macierewicza, gdzie są przeprowadzane różne badania i analizy w kraju i zagranicą, to nie mielibyśmy nawet minimum tej wiedzy, którą posiadamy dzisiaj.

    Tymczasem całe sztaby ludzi nieprzychylnych sprawie pracują nad tym, żeby ośmieszyć zespół smoleński, były też próby traktowania rodzin w ten sam sposób w niektórych mediach. Dzisiaj ten atak jakby się skończył, bo jako rodziny ze swym bólem zamknęliśmy się w swoim gronie i tylko od czasu do czasu poszczególne osoby wypowiadają się w tej sprawie publicznie. Teraz w 4. rocznicę tragedii smoleńskiej, kiedy obserwuję to, co się mówi i jak traktuje się sprawę wyjaśnienia wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, to niestety jest tak samo trudno jak tuż po katastrofie. Niestety, i mówią to niemal wszyscy, że nasze państwo po 10 kwietnia 2010 r. nie wykonało nawet minimum tego, do czego było zobowiązane.

    Tylu Polaków – ludzi ważnych, mądrych, dobrych, wartościowych odeszło w jednej chwili, a premier Tusk, prezydent Komorowski i wielu innych potraktowało ten fakt w sposób lekceważący. Przyznam, że z ich ust nigdy nie słyszałam, że jest to wielka strata dla Polski. Dziwi się temu nie tylko Polska, ale dziwi się także świat. Często jesteśmy oto pytani i przyznam, że osobiście nie umiem tego wytłumaczyć.

    Cztery lata trzeba było czekać na werdykt, że gen. Błasik był trzeźwy. I nikt w obliczu tej prawdy nie umie nawet przeprosić…

    – Ten dramat ciągle trwa, to przeżywanie bólu oskarżeń jest ciągle żywe zarówno w rodzinie gen. Błasika, jak i w innych rodzinach chociażby pilotów, których oskarżono o spowodowanie katastrofy, odsądzając ich od czci i wiary. Tymczasem dopiero niedawno dowiedziałam się, że kpt. Protasiuk w czasie ostatnich sekund lotu z taką siłą ciągnął wolant do siebie, chcąc podnieść samolot do góry, że aż połamał sobie palce. Wykazała to sekcja zwłok. W tych ostatnich dnia jest to dla mnie symbol poświęcenia oficera i oddania w służbie wobec prezydenta i innych przedstawicieli władz, także władz wojskowych. Te wszystkie paszkwile, niesprawiedliwe posądzenia, oszczerstwa i jak się okazuje bezpodstawne zarzuty z jakimi występowano wobec pilotów tupolewa i gen. Błasika, zwłaszcza w pierwszych miesiącach po katastrofie, sprawiały, że wszyscy żyliśmy w telepatycznej łączności z oczernianymi rodzinami. Dzisiaj wychodzi na jaw, jak rzeczywiście było.

    Nie słychać też słowa skruchy i to ze strony rządowej, ale także ze strony mediów, które tworzyły tę kampanię nienawiści…

    – Jeżeli żyje się w kłamstwie, to słowo przepraszam nie wchodzi w ogóle w grę. Przyznam, że nie rozumiem dlaczego odrzucono nasz, Prawa i Sprawiedliwości, projekt uchwały, która nikomu przecież nie szkodziła, a dałaby minimum satysfakcji żonie gen. Błasika i jego dzieciom. Tego gestu zabrakło, zresztą tych przyjaznych gestów ze strony polskich władz, przez ostatnie cztery lata my jako rodziny nie dostrzegamy. Zwłaszcza na początku czuliśmy się jak balast, kłopot czy problem dla rządzących, który najchętniej wyekspediowano by gdzieś daleko, najlepiej w kosmos, żeby tylko zamknąć sprawę smoleńską raz na zawsze. Byliśmy niewygodnym elementem w układance, którą sobie rządzący chcieli poukładać, po to, żeby zamknąć tę kwestię i spokojnie rządzić dalej, tak jakby nic się nie stało.

    A dzisiaj jak układają się te relacje?

    – Obecnie nie mamy żadnego kontaktu z rządzącymi, a od wielu miesięcy także z prokuraturą, przynajmniej, gdy chodzi o mnie i moją rodzinę. Obserwujemy to, co się dzieje w mediach, ale z wielkim dystansem, ponieważ rana wciąż się nie zabliźniła. Kiedy przyjdzie nam stanąć w rocznicę przy grobach naszych bliskich, to wielu z nas będzie się zastanawiało, co dalej, jak będzie wyglądało nasze życie. Żyjemy wciąż pamięcią o naszych bliskich. Osobiście cieszę się, że rosną moje wnuki i przykro mi, że tą radością nie mogę się podzielić z moim mężem. Wnuk, który urodził się w dniu wyboru męża do Senatu idzie od września do I klasy szkoły podstawowej. Jest to moja wielka radość, ale też smutek, że nie możemy tej radości dzielić wspólnie z mężem. Dla mnie nie ma dnia bez Smoleńska zarówno kiedy przyjeżdżam do Warszawy na obrady Senatu, jak i wtedy, kiedy widzę zdjęcia tych, którzy zginęli, tablicę. To nie jest już to życie, które toczyło się przed 10 kwietnia 2010 r., a co będzie dalej czas pokaże.

    Czy jest coś, co chciałaby pani powiedzieć wszystkim tym, którzy usiłują wmówić polskiemu społeczeństwo, że próbują rzetelnie wyjaśnić przyczyny tragedii smoleńskiej?

    – Chcę powiedzieć, że jest tylko jedna prawda i nikt nie ma prawa stawać na drodze do prawdy. Chciałabym zaapelować do tych wszystkich, którzy zajmują się tą sprawą, także do dziennikarzy, aby dążyli do prawdy.

    Wyjaśnienie tego, co wydarzyło się przed czterema laty w Smoleńsku będzie trudne, ale mam nadzieję, że będzie możliwe.

    Dziękuję za rozmowę.

    Mariusz Kamieniecki

  3. Podkarpacie w hołdzie ofiarom
    Share on email Share on facebook Share on twitter More Sharing Services
    Czwartek, 10 kwietnia 2014 (10:44)

    W czwartą rocznicę katastrofy smoleńskiej hołd ofiarom tragedii z 10 kwietnia 2010 r. oddają dziś rodziny, mieszkańcy i władze Podkarpacia. W intencjach tragicznie zmarłych z Podkarpacia: senatora Stanisława Zająca oraz posła Leszka Deptuły, odprawione zostaną Msze św., a na ich grobach zapłoną znicze.

    W Jaśle już o godz. 8.00 przy grobie śp. senatora Stanisława Zająca na cmentarzu komunalnym zapłonęły znicze. Kwiaty złożono też pod pomnikiem Golgoty Wschodu i tablicą upamiętniającą wszystkie 96 ofiar katastrofy smoleńskiej. O godz. 18.00 w kościele farnym w Jaśle zostanie odprawiona Msza św. w intencji wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej.

    W Mielcu, gdzie spoczywają doczesne szczątki posła Leszka Deptuły, we Mszy św. o godz. 11.00 w bazylice mniejszej pw. św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty w intencji zmarłego wezmą udział samorządowcy, przedstawiciele rodzin katyńskich oraz młodzież. Po niej zebrani oddadzą hołd ofiarom, zapalając znicze pamięci i składając wiązanki kwiatów pod tablicami pamiątkowymi znajdującymi się w murze okalającym świątynię. Druga część uroczystości odbędzie się o godz. 13.00 na cmentarzu komunalnym w Mielcu pod pomnikiem Sybiraków i przed grobem posła Leszka Deptuły.

    W Krośnie rocznicowe uroczystości odbędą się jutro. O godz. 10.00 zaplanowano spotkanie przed pomnikiem katyńskim przy starostwie powiatowym. Następnie w sali ArtKina zaplanowano wykłady i uroczyste wręczenie nagród w powiatowym konkursie poezji sybirackiej.

    W Jarosławiu uroczystości katyńsko-smoleńskie odbędą się jutro. Mszy św. o godz. 10.00 w kościele pw. Chrystusa Króla przewodniczyć będzie ks. bp Adam Szal z Przemyśla. Następnie na dziedzińcu kościoła pod pomnikiem Pamięci Narodowej poświęconym ofiarom Katynia i Smoleńska odbędzie się Apel Poległych wojska i policji i złożenie wieńców.

    W Dębicy uroczystości odbędą się w sobotę na placu Mikołajkowów, gdzie zostanie odsłonięty pomnik – Memoriał Smoleński.

    W Kolbuszowej w sobotę na frontonie budynku Zespołu Szkół Technicznych zostanie odsłonięta tablica ku czci tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Na tablicy znajdzie się płaskorzeźba pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich oraz gen. Bronisława Kwiatkowskiego pochodzącego z miejscowości Mazury w powiecie kolbuszowskim, a także nazwiska osób pochodzących lub związanych z Podkarpaciem: posła Leszka Deptuły, poseł Grażyny Gęsickiej, gen. dyw. Kazimierza Gilarskiego oraz senatora Stanisława Zająca. Obchody rozpocznie o godz. 11.00 Msza św. w kolbuszowskiej kolegiacie pod przewodnictwem biskupa rzeszowskiego Jana Wątroby w intencji tragicznie zmarłych Polaków w katastrofie lotniczej oraz Ojczyzny. W budynku ZST w Kolbuszowej będzie też można zwiedzać wystawę poświęconą gen. Bronisławowi Kwiatkowskiemu.

  4. Smoleńsk – 4 lata po katastrofie
    Share on email Share on facebook Share on twitter More Sharing Services
    Czwartek, 10 kwietnia 2014 (09:09)

    Dziś mija 4. rocznica katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem. 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką Marią. Wszyscy zginęli w drodze na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

    Zobacz, jak wygląda miejsce katastrofy dzisiaj.

    GALERIA ZDJĘĆ

    NaszDziennik.pl
    Share on email Share on facebook Share on twitter More Sharing Services

  5. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy ofiarują Polsce drogocenny dar codziennej wieczornej modlitwy różańcowej w centrum Warszawy.
    Niech Bóg Wam błogosławi.
    Łączę się w modlitwie – ks. Jacek Bałemba SDB

  6. Jacek Gądek, Dziennikarz Onetu

    29 kwi, 10:23

    Joanna od Krzyża: mam na imię milion, bo cierpię za miliony

    – Wy­po­wia­dam się w sło­wie Adama Mic­kie­wi­cza: mam na imię mi­lion, bo cier­pię za mi­lio­ny. I ja też kie­dyś od­da­łam Panu Bogu swoje życie za Pol­skę i Po­la­ków – mówi One­to­wi Jo­an­na Bu­rzyń­ska znana jako Jo­an­na od Krzy­ża. Naj­wier­niej­sza obroń­czy­ni krzy­ża smo­leń­skie­go, któ­rej w 4. rocz­ni­cę ka­ta­stro­fy oso­bi­ście dzię­ko­wał pre­zes PiS Ja­ro­sław Ka­czyń­ski.
    Joanna Burzyńska Joanna Burzyńska Foto: Bartłomiej Zborowski / PAP

    Jacek Gądek: Jo­an­na od Krzy­ża. Kom­ple­ment?
    REKLAMA

    Jo­an­na Bu­rzyń­ska: Nie kom­ple­ment, tylko fakt. Z krzy­ża­mi przed Pa­ła­cem Pre­zy­denc­kim je­stem zwią­za­na od czte­rech lat. A z krzy­żem jako takim – od ponad 30.

    Na Kra­kow­skie Przed­mie­ście przy­cho­dzi Pani z mo­ty­wów re­li­gij­nych czy po­li­tycz­nych?

    Po­li­tycz­nych? Nie. Ja przy­szłam przed Pałac, bo Bóg tak chciał. Stał się dra­mat w Smo­leń­sku, a ja wolę z pła­czą­cy­mi pła­kać, niż ze śmie­ją­cy­mi się śmiać. Przy­szłam więc na miej­sce bólu.

    Przez to ko­czo­wa­nie przed Pa­ła­cem nie przy­by­ło Pani lat?

    Słowo „ko­czo­wa­nie” mi się nie po­do­ba.

    Czu­wa­nie?

    Warta. Te czte­ry lata rze­czy­wi­ście od­bi­ły się na moim zdro­wiu.

    W pierw­szych go­dzi­nach po ka­ta­stro­fie słał się tutaj dywan kwia­tów i zni­czy – aż nie można było przejść. Potem cze­ka­li­śmy na przy­wie­zie­nie tru­mien z Parą Pre­zy­denc­ką. Wtedy za­czę­łam się an­ga­żo­wać. To miej­sce po­trze­bo­wa­ło rąk do pracy. Od­by­wa­ły się mo­dli­twy…

    …i co zo­sta­ło z tam­tej at­mos­fe­ry?

    Każ­de­go dnia przed godz. 21 jest przy­wo­żo­ny krzyż i jest trans­mi­sja apelu ja­sno­gór­skie­go i ró­ża­niec. Dzień w dzień od czte­rech lat. I zda­rza­ły się w zimie dni, kiedy w za­wie­jach i śnie­gu po ko­la­na grupa ludzi mo­dli­ła się.

    A co mie­siąc każ­de­go 10. dnia: Msza św., zło­że­nie wień­ca, kwia­tów i za­pa­le­nie zni­czy przed Pa­ła­cem, a wie­czo­rem Msza św. w ka­te­drze – z bo­ga­tą kon­ce­le­brą nawet 30 ka­pła­nów. Potem marsz mo­dli­tew­ny z ró­żań­cem – przy­sta­je­my wtedy przed krzy­żem w ko­ście­le św. Anny. O ile to jest ten krzyż smo­leń­ski, a nie fal­sy­fi­kat.

    W tym roku z mów­ni­cy sam pre­zes Ja­ro­sław Ka­czyń­ski Pani po­dzię­ko­wał. Jak Pani to ode­bra­ła?

    Nie chcę się za­trzy­my­wać na jed­nym czy dru­gim po­dzię­ko­wa­niu.

    Bo?

    Ja już się mocno zjed­no­czy­łam z Je­zu­sem ukrzy­żo­wa­nym. Na­praw­dę muszę użyć tego słowa: zjed­no­czy­łam się. Jezus był ob­rzu­ca­ny bło­tem i nikt mu nie dzię­ko­wał. Nikt Je­zu­sa pod krzy­żem nie wy­chwa­lał – pa­da­ły tylko wy­zwi­ska. W od­nie­sie­niu do mnie było po­dob­nie. Także inni obroń­cy krzy­ża przy­by­wa­li bez wzglę­du na wszyst­ko.

    Czyli mimo co?

    Zwłasz­cza przez pierw­sze lata w nocy przy­jeż­dża­ły śmie­ciar­ki i zgar­nia­ły pa­lą­ce się zni­cze i świe­że kwia­ty. Pa­mię­tam np. jak 10 paź­dzier­ni­ka 2010 r. o godz. 4:10 przy­je­chał nawet wóz stra­ży po­żar­nej. Za­sta­na­wia­li­śmy się: gdzie jest pożar? A oni zga­si­li 3,6 tys. zni­czy. Strasz­ne. Sta­łam wtedy z krzy­żem – a na nim pa­syj­ka Pana Je­zu­sa – i zdję­cia­mi 96 ofiar wobec kor­do­nu Stra­ży Miej­skiej. Nie byłam w sta­nie prze­szko­dzić. Takie pro­fa­na­cje się po­wta­rza­ły.

    W tym roku ks. Sta­ni­sław Mał­kow­ski od­pra­wił eg­zor­cy­zmy z myślą o Pa­ła­cu Pre­zy­denc­kim i jego lo­ka­to­rze. Na­praw­dę jest powód, aby od­ma­wiać takie mo­dli­twy z taką in­ten­cją?

    Eg­zor­cy­zmy przed Pa­ła­cem Pre­zy­denc­kim od­pra­wia­my od kilku lat. Tutaj miały bo­wiem miej­sce pro­fa­na­cje krzy­ża, mo­dli­twy i pol­sko­ści. Agre­so­rzy przy­cho­dzi­li wie­lo­krot­nie.

    W dniu rocz­ni­cy i eg­zor­cy­zmo­wa­nia Pa­ła­cu też?

    W kilka go­dzin po eg­zor­cy­zmach od­pra­wio­nych przez ks. Mał­kow­skie­go przy­szła przed Pałac grupa ludzi, a młoda dziew­czy­na pół metra od zni­czy śmia­ła się z tego, że się mo­dli­my. I sama uda­wa­ła, że też się modli.

    Po­wie­dzia­łam jej, że Pan Bóg nie bę­dzie bez końca po­zwa­lał drwić z sie­bie. A na to z dru­giej, sto­ją­cej obok ład­nej nie­wia­sty – mło­dej blon­dy­necz­ki – wy­do­był się po­twor­ny, sza­tań­ski beł­kot. Nie mogę po­wie­dzieć, czy te dziew­czy­ny zo­sta­ły opę­ta­ne przez złego ducha, ale po ich za­cho­wa­niu mu­sia­ła in­ter­we­nio­wać po­li­cja. To jest trud­ne miej­sce. I mnie na to miej­sce wy­słał Pan Bóg.

    Jak długo tutaj Pani po­zo­sta­nie?

    Tak długo, jak Pol­ska bę­dzie opła­ki­wać ofia­ry Smo­leń­ska.

    Przy­pu­ść­my, że dziś się wszyst­ko urywa i po­zna­je­my przy­czy­ny ka­ta­stro­fy, przy­rze­czo­ny jest też po­mnik. A ja i tak z oso­bi­stej po­trze­by przy­cho­dzi­ła­bym przed Pałac każ­de­go 10. dnia mie­sią­ca. Mnie nikt nie bę­dzie dyk­to­wał, co mam czuć. Ja kie­ru­ję się su­mie­niem. W dra­ma­cie 10 kwiet­nia 2010 r. naj­bar­dziej ucier­piał nasz Pan Jezus. W bar­dzo dra­ma­tycz­ny spo­sób go ukrzy­żo­wa­no. W tym sa­mo­lo­cie prze­cież pło­nę­li lu­dzie.

    Czy do­brze ro­zu­miem: ka­ta­stro­fa smo­leń­ska była ukrzy­żo­wa­niem Je­zu­sa?

    Za­da­niem mu ogrom­ne­go bólu.

    Jeśli kogoś się mor­du­je, jeśli się do­zwa­la – „ja niby nic nie wiem, a niech się dzie­je” – na za­bi­cie kogoś, to jest to bar­ba­rzyń­stwo w bia­łych rę­ka­wicz­kach. I nie ma zna­cze­nia, czy za­bi­ja się przez strzał w głowę czy przez pchnię­cie w ogień. A w Smo­leń­sku lu­dzie pło­nę­li. Mo­gła­bym po­wie­dzieć: to było ukrzy­żo­wa­nie tylko, że w inny spo­sób.

    To słowo wisi w po­wie­trzu – czy owym innym spo­so­bem był Pani zda­niem za­mach?

    Ja po­trze­bu­je wobec Boga być kry­sta­licz­nie czy­sta. Ja nie będę się do­my­śla­ła tego, co się stało – to na­le­ży do fa­chow­ców.

    Moim obo­wiąz­kiem – i to czy­nię – jest się mo­dlić, aby Pan Bóg przy­go­to­wał Po­la­ków na przy­ję­cie, za­pew­ne nie­ty­po­wych, przy­czyn ka­ta­stro­fy smo­leń­skiej. Moim obo­wiąz­kiem jest też się mo­dlić za tych, któ­rzy w jakiś spo­sób przy­czy­ni­li się do śmier­ci tych 96 osób.

    Nie­ty­po­wych przy­czyn? To jest su­ge­stia.

    Je­stem uto­nię­ta w mi­ło­ści bożej. Pan Bóg chro­nił nawet Kaina, który zabił Abla. Pan Bóg ma pierw­sze prawo nawet do tych, który za­mor­do­wa­li. Ja też je­stem z dala o nie­na­wi­ści.

    To jak Pani od­czy­tu­je hasła z trans­pa­ren­tów, że w Smo­leń­sku do­szło do za­mor­do­wa­nia pre­zy­den­ta Lecha Ka­czyń­skie­go przez pre­mie­ra Do­nal­da Tuska i pre­zy­den­ta Wła­di­mi­ra Pu­ti­na?

    Praw­dę zna Pan Bóg. Ja mam robić wszyst­ko, co mogę, na polu mo­dli­twy i ofia­ry. Nie je­stem eks­per­tem i nie dam się w nic wma­new­ro­wać. Ja roz­pa­tru­ję Smo­leńsk w sze­ro­kim kon­tek­ście…

    …czyli?

    Nad wszyst­kim gó­ru­je Pan Bóg. Mówię ogól­nie: gdyby byli jacyś nie­na­wist­ni­cy, któ­rzy chcie­li­by zro­bić coś złego, to Bóg może im na to nie do­zwo­lić. A jed­nak to coś się cza­sa­mi dzie­je. Czyli w na­szym kraju – no nie­ste­ty – była widać po­trzeb­na aż tak wiel­ka ofia­ra jak śmierć 96 osób w Smo­leń­sku. No cóż, skoro Pan Bóg do­pu­ścił do ka­ta­stro­fy smo­leń­skiej, to widać była ona po­trzeb­na. Jest mi to bar­dzo bo­le­śnie mówić ze wzglę­du na ból ro­dzin ofiar.

    10 kwiet­nia 2010 r. miał być sy­gna­łem do opa­mię­ta­nia się?

    Ostat­nio np. mocno prze­ży­wa­łam to, że za­gi­nął bo­eing z pra­wie 240 oso­ba­mi na po­kła­dzie. Strasz­na rzecz. Wcze­śniej przez USA prze­szedł hu­ra­gan Sandy. Też strasz­ne.

    I?

    Po­dob­nych wy­da­rzeń jest wiele. Dzie­ją się różne, nie tylko przy­rod­ni­cze, rze­czy. Pan Bóg widać chce nam coś po­wie­dzieć. Je­że­li ludz­kość jest głu­cha nawet na to, co mówią pa­pie­że i inni świę­ci lu­dzie, to Pan Bóg w swój szcze­gól­ny spo­sób może chce do­trzeć do ludz­ko­ści.

    W Pani życiu re­li­gia jest na któ­rym miej­scu?

    Bóg ma w moim sercu i życiu prze­naj­pierw­sze miej­sce. Mogę po­wie­dzieć za bli­skim mi pro­ro­kiem Elia­szem: żar­li­wo­ścią roz­pa­li­łem się o chwa­łę Boga Za­stę­pów.

    Taką łaskę dał mi Bóg, że roz­ko­cha­łam się w nim. Pan Bóg jest mi bli­ski, prze­bli­ski. Szcze­gól­nie Bóg Oj­ciec.

    A scho­dząc na zie­mię: kard. Ka­zi­mierz Nycz budzi w Pani po­zy­tyw­ne od­czu­cia?

    Nie chcę mieć prawa do oce­nia­nia. Modlę się za niego.

    Nosi Pani pod szyją pla­kiet­kę z po­do­bi­zną śp. Lecha Ka­czyń­skie­go.

    Tak. Z na­pi­sem „Mój Pre­zy­dent”. Spi­nam nią golf.

    Dla­cze­go?

    Bo jest mi on bli­ski. Śp. pre­zy­dent Lech Ka­czyń­ski to było takie ko­cha­ne dziec­ko boże. Tak zresz­tą po­wie­dział o nim jego spo­wied­nik.

    Na­sze­go nie­ży­ją­ce­go pre­zy­den­ta widzę wła­śnie jako takie dziec­ko boże, które sie­dzi teraz na ko­la­nach Pana Boga. Był to czło­wiek szcze­ry, praw­dzi­wy, pro­sto­li­nij­ny, po­mi­mo róż­no­ra­ko­ści po­li­tycz­nych za­cho­wał au­ten­tyzm i czło­wie­czeń­stwo. Mam szcze­gól­ną mi­łość do niego i jego żony Ma­ryl­ki.

    A do brata nie­ży­ją­ce­go pre­zy­den­ta? Do Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go.

    Modlę się za osoby, które zo­sta­ły przy życiu – a więc także za pana Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go i panią Martę Ka­czyń­ską oraz jej córki Ewę i Mar­tyn­kę.

    A za re­zy­du­ją­ce­go w Pa­ła­cu pre­zy­den­ta Bro­ni­sła­wa Ko­mo­row­skie­go i pre­mie­ra Do­nal­da Tuska?

    Też. Ja je­stem z dala od wy­mie­nia­nia na­zwisk. Mnie po pro­stu obo­wią­zu­je mi­łość bliź­nie­go. Jeśli za ileś lat u swo­je­go progu Pan Bóg przy­wi­ta krnąbr­ne dzie­ci, to On już im lania przy­da. Prze­cież nie ja. A moim obo­wiąz­kiem jest się mo­dlić. Oni też są Po­la­ka­mi i dzieć­mi bo­ży­mi.

    Ja ko­cham sztu­kę, rzeź­bę. Pro­szę Pana, co robić, je­śli­by naj­pięk­niej­sza rzeź­ba legła w bło­cie? Jedni po­wie­dzą: wy­wal­cie to, bo jest brud­ne! A ktoś inny, kto ma wy­czu­cie pięk­na, powie: ra­tuj­my dzie­ło sztu­ki! Ja na­le­żę wła­śnie do tych dru­gich ludzi, któ­rzy prze­dzie­ra­ją się w głąb – także w głąb czło­wie­ka.

    Teraz Pani zda­niem Pol­ska jest w bło­cie?

    Prze­czy­tam jedno zda­nie z roz­mo­wy Wła­dy­sła­wa Obary z gen. Janem Grud­niew­skim, ko­men­dan­tem na­czel­nym Pol­skich Dru­żyn Strze­lec­kich. „Co mo­że­my my­śleć o przy­szło­ści pań­stwa pol­skie­go, gdy od­da­je­my obcym na­ro­do­wy prze­mysł, banki, zie­mię i wła­dze nad struk­tu­ra­mi ad­mi­ni­stra­cyj­ny­mi?”.

    Ja do­po­wiem: co mo­że­my my­śleć o przy­szło­ści Pol­ski, gdy do przed­szko­li i szkół wkra­cza­ją pro­gra­my sek­su­al­ne? A obok ko­ścio­ła św. Anny na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu – w któ­rym byłam ochrzczo­na – otwar­to dom pu­blicz­ny? Nie mo­że­my po­zwa­lać, by de­struk­cja i mo­ral­ny brud nas po­chło­nę­ły. Ja się modlę za ludzi, któ­rzy tam cho­dzą. Pan Bóg chce od­zy­skać też i ich dusze.

    Ten klub jest – a wła­ści­wie był – tuż obok.

    Jeśli ja­kieś siły chcą zbru­kać mo­ral­ność czło­wie­ka, to ja muszę robić wszyst­ko, by moje su­mie­nie po­zo­sta­ło nie­ska­la­ne. Oso­bi­ście wolę być uzna­na za na­iw­ną, ale nie chcę być wy­ra­fi­no­wa­ną. Wolę za­cho­wać czy­stość we­wnętrz­ną.

    Matka Boża – dla­cze­go jest obroń­czy­nią przed złym du­chem? Bo jest nie­po­ka­la­na. Dla­cze­go Mi­chał Ar­cha­nioł po­ko­nał złego ducha? Bo cały czas jest wpa­trzo­ny w ob­li­cze boże – w pier­wot­ną czy­stość.

    Pani woli sztu­kę od roz­ry­wek?

    Pi­sa­łam wier­sze. Je­dy­na rzecz w życiu, która mi nie wy­szła, to szko­ła mu­zycz­na. Ale ko­cham mu­zy­kę.

    Mając ponad 20 lat na­pi­sa­łam pe­wien wiersz. Wtedy jesz­cze nie wie­dzia­łam, że ist­nie­je Bóg, bo w mojej ro­dzi­nie po­wstał wyłom, a ja sta­łam się tego ofia­rą. Dla­te­go chrzest przy­ję­łam już jako osoba do­ro­sła.

    Za­re­cy­tu­ję frag­ment: Gdy chcesz mnie po­znać | otwórz klu­czem wio­li­no­wym moje serce | bo moje serce to skar­bo­na pełna nut | gdy w sto­ic­kiej ciszy jego | Ochman za­śpie­wa Toscę | czy Be­nia­mi­no Gigli Pa­ja­ce | za­po­mi­na ono, że ma bić | za­mie­nia się w rytm Puc­ci­nie­go | póź­niej Don Ca­val­la (…)

    Rów­nież świat sztu­ki od­zwier­cie­dla to, że i wiel­cy twór­cy i kom­po­zy­to­rzy mieli czę­sto trud­ne życie.

    Sądzi Pani, że z Panią jest po­dob­nie?

    My tutaj, przed Pa­ła­cem Pre­zy­denc­kim, czę­sto je­ste­śmy dra­ma­tycz­nie sami – sto­imy we dwie, trzy osoby. Ci mu­zy­cy – po­wiedz­my: Mo­zart – two­rzył wiel­kie utwo­ry, ale na jego po­grze­bie nie było ni­ko­go. Za jego trum­ną szedł tylko pies. Cho­pi­no­wi – który jest mi bar­dzo bli­ski, mam z nim po­do­bień­stwo du­cho­we – żoł­da­cy wy­rzu­ci­li for­te­pian na bruk. Nor­wid – skoń­czył życie w noc­le­gow­ni na ob­czyź­nie.

    Swo­je­go czasu w mu­ze­ach i ga­le­riach sztuk pięk­nych mu­sia­łam bywać czę­sto – bo ko­cham sztu­kę. Rów­nież wy­po­wia­dam się w sło­wie Adama Mic­kie­wi­cza: mam na imię mi­lion, bo cier­pię za mi­lio­ny (w ory­gi­na­le: „Na­zy­wam się Mi­li­jon – bo za mi­lio­ny Ko­cham i cier­pię ka­tu­sze” – red.). I ja też kie­dyś od­da­łam Panu Bogu swoje życie za Pol­skę i Po­la­ków.

    Taką jak dziś?

    Pol­skę mamy pięk­ną, tylko nie dajmy się spodlić.

    Prze­ży­wa­my dra­mat smo­leń­ski – bar­dzo bo­le­śnie. Ale kwin­te­sen­cja pol­sko­ści jest pięk­na. Serce Pol­ski jest pięk­ne. Po­wiem szcze­rze: ja żyję dla Boga, ale też dla pol­skie­go serca.

    I to też muszę po­wie­dzieć: św. We­ro­ni­ka przedar­ła się przez kor­do­ny żoł­da­ków, do­szła do Je­zu­sa, żeby otrzeć mu twarz z potu i krwi. Do­sta­ła pięk­ną na­gro­dę: na chu­ście od­bi­ło się ob­li­cze Je­zu­sa.

    A pa­trio­tycz­na kwin­te­sen­cja mnie jest taka: chcia­ła­bym otrzeć ob­li­cze pła­czą­ce­go i krwa­wią­ce­go serca Pol­ski. Chcia­ła­bym, żeby przy­szłe po­ko­le­nia Po­la­ków otrzy­ma­ły od nas nie tylko „chu­s­tę” z od­bi­ciem na­szej pięk­nej oj­czy­zny. I po to tutaj stoję: by zra­szać zmę­czo­ne serce Pol­ski. Mu­si­my czuć ude­rze­nia tego pol­skie­go serca.

    Wzru­szy­ła się Pani do łez.

    Tak.

    Jan Paweł II nie­gdyś po­wie­dział: „jedno serce ludz­kie da­ją­ce się prze­świe­tlić świa­tłem Bożym, staje się chry­sto­cen­trycz­ną świą­ty­nią ko­smo­su, świą­ty­nią stwo­rzo­ne­go ducha i to jedno serce może się przy­czy­nić do zmia­ny biegu dzie­jów”. To moje motto.

    A je­że­li serce Pol­ski da się „prze­świe­tlić świa­tłem Bożym” – czyż nie może się przy­czy­nić do zmia­ny biegu dzie­jów świa­ta?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s