Reytan. Upadek Polski – Jarosław Marek Rymkiewicz – fragment

/s.154-155/  „Mógłby nawet zobaczyć – gdyby to jakaś siła mu  ukazała; siła, która przeszłości ukazuje przyszłość – ten Krzyż, w kwiatach i zniczach, który tam stanął – po katastrofie smoleńskiej, po 10 kwietnia; mógłby zobaczyć tych, którzy pluli na ten Krzyż i szczali na znicze; tych, którzy pod tym Krzyżem tańczyli między klęczącymi; to by go ucieszyło.”………………………
A potem idzie wzdłuż tych metalowych barier, które tam, wokół Krzyża i zniczy,  postawiła policja. …Kuśtyka, idzie wzdłuż srebrzystoszarych barier, podchodzi do Krzyża. Podoba mu się ta Warszawa roku 2010. Ogląda obszczane znicze pod Krzyżem – to też mu się podoba. Ogląda drugi krzyż – ten z zielonych puszek po piwie Lech – przymocowany łańcuchem do metalowej bariery – też obszczany. Poprawia kosturem niby laską zielone puszki, które trochę się obsunęły. Mija bariery i skręca w lewo, w stronę wejścia do Pałacu Radziwiłłów. Tam umówił się z ambasadorem Stackelbergiem, który ma mu przekazać instrukcję. Ochraniarze w czarnych mundurach i czarnych hełmach rozstępują się z szacunkiem – z jednym z nich przybija piątkę – i to mu też się podoba. Dwa szeregi czarnych ochroniarzy albo dwa szeregi czarnych huzarów generała Lantulusa – bo jesteśmy jednocześnie w roku 2010 i w roku 1773 – i w środku on, z kosturem, w swoim szkarłatnym odzieniu, stukający w chodnik Krakowskiego Przedmieścia. Stoję tam, po drugiej stronie jezdni, pod Kordegardą, i patrzę na niego. Między nim a mną są metalowe bariery. Obok mnie stoi jakaś kobieta, niewysoka, w fioletowym moherowym berecie z fioletowym pomponem, kobieta – moher, siwowłosa, trochę młodsza ode mnie, ale niewiele, dobrze po sześćdziesiątce. Siwy warkocz, w który wpleciona jest fioletowa wstążka, wysuwa się spod fioletowego beretu. Kokardka zawiązana na końcu warkocza też jest fioletowa. Kobieta – moher  trzyma w obu rękach długi kij, do którego przybity jest panel, ogromny, biało – czerwony, i na tym tle biało – czerwonym napisane jest czarną farbą tylko jedno słowo – Mordercy! – widzę, że moherowej kobiecie ciąży ten ogromny panel, że zaraz go upuści, więc odbieram go od niej, wyjmuję go z jej dłoni w fioletowych, moherowych rękawiczkach, i podnoszę go do góry, wysoko, najwyżej jak mogę – Mordercy!- Poniński też podniósł swój matejkowski kostur, wymachuje nim, kogoś wskazuje, komuś grozi, ale nie wiem, komu i dlaczego, bo trochę mi go zasłania – szkarłatna plama między czarnymi plamami – autobus 116, który jedzie od Miodowej, a potem autobus 144, który nadjeżdża od strony Pałacu Staszica. Zdrajcy są miedzy nami. Sękaty kostur stuka w chodnik Krakowskiego Przedmieścia. Mniej więcej od trzystu lat.”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Inne, wprowadziła Mirka Zielińska. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s