Refleksje Agaty z dnia 29 lipca

Moje refleksje po spotkaniu modlitewnym pod Krzyżem Pamięci 29 lipca:

Jak trwoga, to do Boga… Rzadko ostatnio przychodzę pod Krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Mam dla siebie wiele usprawiedliwień, częściowo uzasadnionych. Zdrowie (rzeczywiście ostatnio szwankuje, ale w sumie jeszcze jakoś się trzymam), godziny pracy (bardzo wcześnie rano zaczynam) itd. Ale czy na pewno nie mogłabym tak sobie zorganizować dnia, żeby wieczorem wpaść na modlitwę? Pewnie bym mogła, ale są gdzieś tam jeszcze inne przyczyny, które być może wielu innym osobom utrudniają tę decyzję: lęk przed utratą pracy, lęk przed ośmieszeniem (wyśmianiem, wytknięciem palcami przez przechodniów – może znajomych) czy zwykłe lenistwo.

Dziś te wszystkie opory – obiektywne i subiektywne – pokonałam, zebrałam się w sobie i dotarłam pod Pałac Namiestnikowski, a właściwie pod Krzyż stojący pod nim. Było tam sporo ludzi (może setka), przeważnie modlących się, choć niektórzy przyszli tam – jak się później okazało – w zupełnie innym celu (były m.in. krzyki, rechot podczas modlitwy). Ucieszyłam się, że jest Ksiądz Jacek, że trwa… zapewne mimo wielu przeszkód. I że jest wiele z tych osób, które poznałam pod Krzyżem. Zobaczyłam też wiele nowych twarzy, sporo młodych ludzi – co jest wielką pociechą, nadzieją na przyszłość, biorąc pod uwagę tendencje panujące obecnie wśród młodego pokolenia.

Po poświęceniu dewocjonaliów – m.in. mojego nowego krzyżyka – oraz pokropieniu zgromadzonych wodą święconą, Ksiądz Jacek poprowadził piątkową modlitwę. Na wstępie, przed odmówieniem Części Bolesnej Różańca Świętego, powiedział coś, co mnie uderzyło: że mamy przywilej (choć przyznam, że nie pamiętam, czy dokładnie tego słowa użył; może powiedział „łaskę”) codziennego gromadzenia się właśnie w tym miejscu, odpowiadając na wezwanie Boże. W każdym razie, nie użył słowa zobowiązanie czy wewnętrzny nakaz – choć ja to bym raczej do tej kategorii pojęć zaliczyła. Trzeba patrzeć oczami wiary, żeby widzieć zaszczyt w tym, że podejmuje się trud modlitwy za Ojczyznę czy naraża na obelgi i upokorzenie ze strony nieprzyjaznych środowisk i osób. Widzieć w krzyżu (w sensie cierpienia podjętego w łączności z Bogiem) łaskę – to wyższa szkoła świętości. Choć to tak naprawdę – to podstawa, taka „tabliczka mnożenia” chrześcijanina, jak uczą żywoty świętych i objawienia, których doświadczyli.

W swoim dzisiejszym słówku wieczornym Ksiądz Jacek położył nacisk na konieczność życia w łasce uświęcającej i oparcia swoich przekonań religijnych na pewnych fundamentach (Piśmie Świętym, nauczaniu i tradycji Kościoła oraz żywotach świętych, a nie np. na prywatnych objawieniach dotąd niezweryfikowanych przez Kościół) jeżeli chcemy cokolwiek dobrego zrobić dla Polski. Pierwszy, niezbędny krok każdego, kto dąży do intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski to częsta, szczera spowiedź i życie w łasce uświęcającej – w przeciwnym wypadku żadne zewnętrzne ceremonie czy symbole będą niewiele znaczyły.

To podstawy, ale – jak się okazuje – z podstawami najtrudniej sobie poradzić.

Szczęść Boże!
Agata

Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje świadków, Wprowadziła Hortensja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s